niedziela, 25 listopada 2012

Empire State Of Love~ cz. VIII. Krystal.


     
      Ciche jęki wydobyły się z mojego gardła, kiedy przekręciłam się na plecy z oczami tempo utkwionymi w suficie. Nigdy nie czułam takiego bólu, który teraz paraliżował mnie w obawie przed kolejnymi ruchami, powodującymi, że moja głowa była o krok od eksplodowania z nadmiaru bolesnych impulsów, a suchość w gardle wypalenia dziury w delikatnym podniebieniu. Trudno było mi zorientować się w upływającym czasie, a przede wszystkim w sytuacji i miejscu, w którym się znajdowałam; nie byłam w stanie doprowadzić myśli do porządku, a co dopiero myśleć, jako że każda pojedyncza próba przypomnienia sobie czegokolwiek była torturą dla moich zmysłów, zabierając mi trzeźwość umysłu.

Delikatne łaskotanie po policzku zmusiło mnie do zwrócenia głowy w lewą stronę, bym zobaczyła ciemne pukle włosów rozrzucone niedbale po poduszce ubranej w znajomą pościel. Sylwetka leżąca obok mnie nie była obca, a ja lekko uśmiechnęłam się na widok śpiącej twarzy Sulli, która w chwili obecnej przypominała anioła strzegącego mojego boku. Momentalnie mój uśmiech zblakł, a na jego miejsce wpłynął grymas szpecący twarz, która nie wydawała się najświeższa.

Ociężale zwlekłam jedną nogę z łóżka, potem następną i powoli runęłam na zimną podłogę, jęcząc na dotyk drewna i sięgając niezdarnie ręką w kierunku puszystego i zapewne ciepłego dywanu. Miałam ochotę śmiać się ze swojej żałosności będąc niezdolna do wykonania jakiegokolwiek ruchu, leżąc plackiem na podłodze.

Spędziłam dobre kilka minut z zamkniętymi oczami, starając się zignorować zwiększający się ból i zimne powietrze dokuczające mi, zanim podjęłam się próby podniesienia swojego zadka z ziemi.

Podkurczając jedną nogę, druga też zgięła się w kolanie podnosząc pupę do góry. Następnie wysiliłam resztki energii by udźwignąć górną połowę ciała na trzęsących się, słabych rękach i nie wiem, jakim cudem zdołałam dotrzeć do kuchni, gdzie zaczerpnęłam duże ilości wody by ugasić pragnienie.

Nie ważne ile wypiłam, nadal nie mogłam pozbyć się tego posmaku w ustach, który dręczył mnie odkąd otworzyłam oczy. Wstając normalnie na obie nogi, skierowałam się do łazienki i z na wpół zamkniętymi oczami wymacałam szczoteczkę do zębów i pastę, którą nałożyłam ostrożnie, nim zerknęłam w lustro. Czarne smugi rozmazanego makijażu i resztki szminki na ustach przysłały mi niewyraźne wspomnienia ubiegłej nocy. Odłożywszy szczoteczkę z pastą na bok, wróciłam z powrotem do mojego pokoju i w końcu zwróciłam uwagę na sukienki leżące w nieładzie na fotelu wraz z granatową marynarką zwiniętą w kłębek. Przykładając dłoń do ust chuchnęłam i powąchałam zapach mojej buzi. Natychmiast skrzywiłam się z niesmakiem, chcąc zapaść się pod ziemię.

Zdołałam przypomnieć sobie wydarzenia, które miały miejsce wczoraj aż do pewnego momentu, gdzie pojawiła się luka w ciągu zdarzeń i za żadne skarby nie potrafiłam uzupełnić jej, więc byłam nieświadoma tego, co się działo odkąd Sulli poszła tańczyć z Chanyeolem.

W ciągu kolejnych sekund nawiedziły mnie obrazy kieliszków, które pojawiały się jeden za drugim przede mną, a ja byłam zmuszona je opróżniać, bojąc się urazić chłopaków, w których towarzystwie mnie pozostawiono. Mimo, iż nic więcej nie pamiętałam i wiedziałam, że powinnam się martwić o brakujące wydarzenia w mojej pamięci, to jednak czułam się nad zbyt spokojnie i nie potrafiłam się złościć na swoją przyjaciółkę, która chciała tylko mojego dobra. Nie przejmowałam się złym samopoczuciem, gdyż widziałam, że ono zniknie wraz z wzięciem leków i będę w stanie normalnie funkcjonować do końca dnia.

Jeszcze raz spojrzałam na fotel i marynarkę na nim leżącą, zastanawiając się, do kogo ona należała, zanim jednak poszłam szukać proszków dobrych na kaca złapałam granatowe ubranie i zarzucając je sobie na ramiona wyszłam z pokoju zostawiając pogrążoną w snach Sulli.

Zapewne upłynął spory kawałek czasu dopóki, siedząc na parapecie z kubkiem w ręku i nieodłączną marynarką, nie usłyszałam odgłosów dochodzących z drugiej strony pokoju i nie ujrzałam zaspanych oczu mojej księżniczki. Z delikatnym uśmiechem na ustach rzekłam "dzień dobry moje słoneczko" i zeskakując zgrabnie na ziemię podeszłam do niej i odgarnęłam z jej czoła mokre od potu kosmyki włosów.

Patrzyła się swoimi orzechowymi oczami na mnie, a uśmiech rozpromieniał jej twarz w sposób, w który człowiekowi robiło się lżej na duszy. Potem jej spojrzenie ześlizgnęło się po moich ramionach i spoczęło na granatowej marynarce, jej brwi ściągając się w zamyśleniu.

- Czemu masz na sobie tą marynarkę?- Zapytała przyglądając mi się badawczo.

- Nie wiem czyja jest, ale ładnie pachnie.- Przygładziłam jeden z rękawów i złapałam za brzeg materiału przybliżając go do twarzy delektowałam się jego delikatnym zapachem. Kiedy zerknęłam na Sulli, ta szczerzyła zęby w szerokim uśmiechu.- Coś nie tak z nią?

Dziewczyna pokręciła głową, a uśmiech stał się jeszcze większy, kiedy schowała się pod kołdrę bełkocząc pod nosem niezrozumiałe słowa wymieszane z chichotaniem. Nie mając pojęcia, o co jej chodzi, zostawiłam ją w spokoju, pozwalając Sulli pobyć trochę w jej własnym świecie.



Kiedy Sulli brała prysznic, ja szykowałam dla nas śniadanie i kolejną porcje leków przeciwbólowych, jako że tępy ból głowy nie ustępował. W pewnym momencie usłyszałam pukanie do drzwi, jednak zbyt pochłonięta kuchnią zignorowałam to, póki ktoś przy drzwiach nie zapukał ponownie. Westchnęłam, odkładając na bok dzbanek z sokiem pomarańczowym i skierowałam się ku frontowym drzwiom.

- Idę!- Zawołałam do osoby czekającej na korytarzu i zabrałam się za otwieranie zamków, które zostały zamknięte zapewne przez Sulli zaraz po powrocie.Łapiąc za klamkę, skierowałam ją w dół i pociągnęłam drzwi w swoją stronę, odsłaniając gościa, który się za nimi krył. Z początku nie zwróciłam uwagi na to, kto stał w progu, ponieważ nie było nikogo, kto przychodziłby tutaj oprócz listonosza.

- Słuch...

Na widok wysokiej postaci wpatrującej się we mnie przenikliwie, żołądek skręcił się wywracając wnętrzności do góry nogami, podsycając ziarno paniki, które rosło w jego obecności. Nie panując nad swoimi czynami, ręka odruchowo pchnęła drewno by te schowało osobę, która była za nim jeszcze sekundy temu. Oparłam się o drzwi z dłonią na wariacko bijącym sercu, oddychając szybko. Co on tu robił?

Prawie mdlejąc z nerwów, poderwałam się i przełykając zdenerwowanie, spojrzałam przez wizjer i nerwowo zagryzłam wargę. Sehun nadal tam stał i nie przesunął się nawet o centymetr, jego oczy krążące po framudze. Miałam wrażenie, że może przejrzeć przez materiał oddzielający nas i zobaczyć moja zdenerwowaną osobę, która przygryzała w zamyśleniu dolną wargę, rozcinając delikatną skórę i pozwalając krwi się powoli sączyć. Nie chciałam, by mnie przejrzał; żeby prześwietlił moją duszę odnajdując nawet te najmniejsze wady, gdyż jego spojrzenie sprawiało wrażenie być do tego zdolne. Obawiałam się stracenia nawet tej najmniejszej szansy na poznania go bliżej, kiedy on się zbliży i pozna prawdziwą Krystal, która była niewarta kogoś takiego, jak Oh Sehun.

Czas zdawał się zatrzymać, bądź sekundy trwały wieczność spowalniając każdy ruch, odcinając krew od mózgu, jako że me serce stanęło, kiedy jego oczy zwróciły się w stronę wizjera. Łapczywie łapiąc powietrze do obolałych płuch, miałam wrażenie jak zastygam, a czucie zanika pozostawiając mnie w bezruchu. Stałam niczym żywy posąg sparaliżowana jadem jego tęczówek, w których dostrzegałam mieszaninę zmartwienia, ciekawości i rozbawienia. Te uczucia emanowały z niego, wysyłając drgania muskające moją skórę, na której pojawiła się gęsia skórka będąca efektem nieopanowanej chęci otworzenia drzwi i wykrzyczenia mu w twarz wszystkich zarzutów skierowanych w jego osobę, jak i tych słodkich słów wyrażających mój stosunek wobec niego.

- Krystal. Wiem, że tam jesteś, więc otwórz te drzwi.- doszedł mnie głos Sehuna, który zdawał się być lekko rozbawiony, a ręka zastygła na klamce, kiedy rozważałam, czy powinnam go posłuchać.- Otworzysz albo zrobię awanturę.

Tu mnie miał. Nie mogłam pozwolić, by sąsiedzi naopowiadali moim rodzicom historie, w których wymyślają, co ich córka wyprawia, gdy jest sama w domu, więc nerwowo przełykając gulę powstałą w gardle, uchyliłam drzwi i wpuściłam Sehuna do środka wskazując mu drogę do salonu. Ale on znał już drogę i bez żadnego problemu skierował się wprost na kanapę, zyskując moje podejrzliwe spojrzenia.

Zostawiając go samego na chwilę poszłam do kuchni po tacę z przygotowanymi kanapkami chcąc poczęstować nimi gościa, jednak zanim opuściłam pomieszczenie, wstawiłam wodę na herbatę i wybrałam najlepszy smak napoju, jaki mogłam znaleźć. To nie było tak, że Sehun zasługiwał na to, co najlepsze, ale tak należało zrobić.

W moim domu goście zawsze byli zaskakiwani tym, co mieliśmy im do zaoferowania. Moi rodzice,jako szanowane osoby w swoim zawodzie zawsze dbali o wizerunek, więc szczędzenie na osoby, które nas odwiedzały było grzechem. Pod żadnym pozorem nie łamaliśmy tej zasady.

Stawiając tacę na środku stolika zignorowałam oczy śledzące każdy mój ruch i odwróciłam się od niego, by wyjąć ulubioną zastawę mamy. Delikatne zdobienia na porcelanie idealnie komponowały się z egzotycznym smakiem herbaty, która zaraz miała zostać podana. Z obojętnością i gracją, na jaką było mnie stać przyniosłam dzbanuszek i napełniłam dwie filiżanki, trzecią zastawiając tymczasowo pustą. Zajmując swoje miejsce w fotelu, z dala od smukłej sylwetki, opanowałam buzujący wewnątrz huragan uczuć i spojrzałam wprost na Sehuna.

- Więc, co cię tu sprowadza?

Prawie niezauważalny uśmieszek wpłynął na jego usta, kiedy wziął do ręki filiżankę stojącą przed nim i upił łyka herbaty. Przez chwilę delektując się rozkosznym smakiem, zamknął oczy i powąchał opary unoszące się nad naczyniem, a na jego rysy twarzy wpłynęły spokój i orzeźwienie. Następnie powieki jego powoli się otworzyły i fala brązowego magnetyzmu uderzyła we mnie, sprawiając, że nie mogłam się ruszyć. Oczy utkwione we mnie jak dwie szpilki z zamiarem przebicia mojej skóry i zajrzenia do środka.

- Widzę,że spodobała ci się marynarka.- rzucając mu wybiórcze spojrzenie, nie miałam pojęcia, co mu chodziło po głowie.- Jednak dobrze zrobiłem, kupując ją. Ładnie w niej wyglądasz.- Mimowolnie, szczęka opadła mi ze zdumienia, dokładnie analizując każde wypowiedziane przez niego słowo, a ten, jak nigdy nic wziął kanapkę i ugryzł kawałek na spróbowanie. Kiedy przeżuł zawartość buzi, mówił dalej. - Ale nie wiem czemu jesteś taka spięta i po co ten oficjalny ton? Przyszedłem tylko sprawdzić, jak się czujesz... To znaczy, jak ty i Sulli się czujecie. Wczoraj było małe zamieszanie i byłem ciekaw, czy wszystko w porządku.
Mrugnęłam kilka razy, by przegonić wątły obraz rumieńca zdobiącego Sehunowy policzek, po czym zdałam sobie sprawę, o czym on mówił. Czyli coś się wczoraj stało, a ja tego nie pamiętam. Musiałam się dowiedzieć, co to było, bym mogła stawić czoła nadchodzącym konsekwencjom.

- A co się dokładnie stało?

- Nie pamiętasz?

Pokręciłam głową, dając do wiadomości, że nie miałam zielonego pojęcia, co się zdarzyło. Początkowe zdziwienie w głosie Sehuna przeobraziło się w ulgę, kiedy potwierdziłam jego pytanie, a tajemniczy uśmiech ozdobił jego już zrelaksowaną twarz. Ten tylko wzruszył ramionami i dopijając herbaty oparł plecy o miękką skórę sofy nadsłuchując odgłosów w innej części domu.

- Nic takiego. Nic, czym powinnaś się przejmować.

Obrócił głowę w kierunku wejścia do salonu i przywitał Sulli, a ja pogrążyłam się we własnej krzątaninie myśli.

sobota, 10 listopada 2012

Empire State of Love~ część. VII. Sulli.




        Niesamowite uczucie jakie dotknęło mnie dziś w klasie fizycznej sprawiło, że dziś w domu od płaskiego naczynia próbowałam wlać mleko, zrobiłam herbate w kieliszku do wina a buty mamy zamiast zanieść do szafy niechcący zaniosłam do pralki po czym z beżowego zrobiły się różowe.
Zupełnie straciłam rachubę w czasie i nie patrząc na zegarek zapomniałam odebrać garnituru Aleksandra z pralni przed jej zamknięciem. Byłam kompletnie nieobecna. Myślałam cały czas o naszej dodatkowej lekcji fizyki i szczerze, nie mogłam doczekać się kolejnej. Cały dzień mama przygladała mi się podejrzanie jednak chyba doskonale wiedziała, że coś musiało się stać co usprawiedliwiłoby moją myślową nieobecność. Z resztą sama nie wiedziałam czy jestem pewna co to jest...
 Siedząc przez biurkiem nie świadomie otworzyłam podręcznik z przedmiotu ścisłego i namiętnie zaczęłam powtarzać tematy. Zachodzące słońce wpadało przez okna do mojego pokoju co pozostawiało pomarańczową, romantyczną poświatę. Lekki wiatr kołysał konarami drzew co wprawiało mnie w lekki stan nostalgii, nie wiem czemu. Wpatrywałam się w kartki podręcznika, podniosłam głowę gdyż miałam wrażenie, że o czymś zapomniałam. Zerwałam się z krzesła i szybko wyjmując telefon z plecaka zobaczyłam wyświetlające się nie odebrane połączenie. "Krystal............ skarbie..........." pomyślałam łapiąc się w zakłopotaniu za głowę. Szybko zadzwoniłam do przyjaciółki aby ją przeprosić. Kilku krotnie próbowałam się z nią połączyć jednak nic z tego, nie odebrała żadnego. Wciągnęłam głęboko do płuc powietrze, rzuciłam telefon w kąt i położyłam się na łóżku po raz milionowy wspominając wydarzenia z dzisiejszego dnia. Serce biło mi szybciej kiedy tylko na myśl przychodził mi nowo poznany kolega- Chanyeol. Nie wiem, co sama miałam o tym myśleć. Nigdy nie spotkałam kogoś takiego kto zawrócił mi w głowie od pierwszego zobaczenia. W sumie to zawsze trudno było mi się zakochać. Nie umiałam dopuścić do siebie nawet myśli, że jestem zakochana. Wolałam pomagać wszystkim w sprawach miłosnych niż ja sama miałam się w to 'bawić'. Ale teraz może to tylko zwykłe zauroczenie i mi przejdzie, może jutro, a może po jutrze.... W każdym razie, starałam się o tym aż tak nie myśleć i za nadto tego nie wyolbrzymiać. Za oknem robiło się coraz ciemniej a ja czekałam na odpowiedź Krystal cóż się mogło stać, że zniknęła mi tak szybko, że zupełnie o niej zapomniałam. Czekając na odpowiedź zasnęłam i niestety obudziłam się dopiero rano. Jak każdego ranka mama nie była w najlepszym humorze.

"Skarbie, dziś chyba Aleksander cie odbierze" powiedziała głaskając mnie po włosach kiedy jadłam truskawkowe płatki śniadaniowe.
"A to źle?" zapytałam zdziwiona.
"Może cię odebrać dopiero 2 godziny później niż zwykle a autobusem nie wrócisz bo się zgubisz"
"LE CO? CZEMU?"
"Mam dziś do dokończenia projekt i musze zostać do późna w pracy......"
"Chodzi mi..... Dlaczego sądzisz, że się zgubie? Moge wziąć ze sobą Krystal, zanocowałaby u nas, w końcu weekend się zaczyna" posłałam jej słodki uśmiech i wzrok pod wpływem którego zawsze ulegała.
"Nie ma sprawy. Jeżeli tylko rodzice Krystal, której nie znam ale o której ciągle mówisz się zgodzą to jasne"
"Jej rodzice są w delegacji, sama w domu jest już tydzień"
"W takim razie nie ma o co pytać. Dobra, kończ już ja poczekam w samochodzie"

Ogarnęłam się i z bananem na twarzy zadowolona ze swojego planu pobiegłam do samochodu. Oby tylko Krystal się zgodziła.
Kiedy dojechałyśmy do szkoły. Wyszłam jak szybko z pojazdu i biegiem ruszyłam do budynku szkoły aby jak najszybciej zobaczyć się z przyjaciółką. Jak tylko ją zobaczyłam rzuciłam jej się na szyję i przytulając ją piszczałam jak małe dziecko które widzi świętego Mikołaja.
"Krystal Krystal Krystal! Chcesz spać dziś u mnie?" puściłam dziewczynę z uścisku i złapałam ją za rękę. Wyglądała nie dość, że na zaskoczoną to jej mina wskazywała na to, że chyba za mocno byłam podekscytowana gdyż moimi krzykami sprawiłam, że cały korytarz patrzył właśnie na nas. "Proszeeeee proszeee..."
Dziewczyna milcząc pociągnęła mnie za rękę i zaprowadziła do pustej klasy.
"Co Ci odbija?" zapytała z jadem w głosie.
"Ale co...?" nagle posmutniałam. Przyjaciółka wcale nie była zadowolona a na jej twarzy nie widać było ani troche radości.
"Zwracasz na nas zbyt dużą uwagę, tak nie można..." wzięła głęboki oddech "odkąd przebywam z tobą cały czas znajduję się w takich sytuacjach a nie chce"
"No przestań..." zaśmiałam się.
"To nie śmieszne" spojrzała na mnie z politowaniem "Ale dobrze, bardzo chętnie u ciebie przenocuje" mimo jej lekkiego żalu do mnie na jej twarzy pojawił się uśmiech.
"Cudownie!" szeroko się uśmiechnęłam się i pod wpływem emocji delikatnie złapałam dziewczynę za policzek przyciągając do siebie pocałowałam ją delikatnie w usta "To naprawdę cudownie~" Ona znowu bardzo zdziwiona nie powiedziała nic i obie wyszłyśmy z klasy.

Lekcje mijały bardzo szybko a ja czekałam tylko na ostatnią karną lekcję. Jednak Krystal zgasiła na chwilę mój całodniowy entuzjazm.
"Dziś nie mamy tej dodatkowej fizyki, przecież jest szkolna wiksa dzisiaj" powiedziała odgarniając do tyłu swoje piękne brązowe włosy. Tym razem ja byłam bardzo zdziwiona, że o niczym nie wiem.
"Więc idziemy prawda?" zapytałam spoglądajac przyjaciółce prosto w oczy jednak ta szybko odwróciła głowę i powiedziała:
"Nie... Ja nie ide..."
"Jak to, 'ja nie ide' ? sama przecież nie pójdę, Krystal no prosze..."
"Nie. naprawdę, ja nie lubie. A tym bardziej, że dziś ide spać do ciebie to i tak za dużo"
"Nie żartuj. Możemy po imprezie spać u ciebie, moja mama na bank się zgodzi"
"Nie jestem pewna.... nie karz mi iść na coś do czego zupełnie nie pasuje"
"Oj kochana, pasujesz.... Ale jeszcze o tym nie wiesz..." puściłam dziewczynie oczko. "Idziemy~"

Krystal Jung jeszcze długo lamentowała jaka to ona jest niezdarna na takich imprezach, jak jej sie nie chce iść, że się wstydzi i jaka jest brzydka i skończyło się na płaczu nas obu, mimo to udało mi się ją namówić. W drodze do jej mieszkania ustaliłam telefoniczni z mamą jakie są fakty, oczywiście zgodziła się. Jeszcze potem popłakałyśmy. Łzy dziewczyny kapały z jej twarzyczki na jej ubrania jak perły. Trzymała mnie mocno za rękę a ja tuląc ją sama płakałam. Chwilę histerii są czasem naprawdę dobre, dziewczyna wylała swoje żale i było jej lepiej po czym z entuzjazmem zaczęła wyrzucać z szafy wszystkie sukienki jakie miała. To było dziwne, bo jak na dziewczynę, która nie lubi imprezować miała wiele, na parwdę wiele kiecek których nie można założyć nigdzie indziej niż na dyskotekę. Byłam od niej trochę wyższa więc każda jej sukienka była dla mnie zamiast do kolan do połowy ud. Jednak pod naciskiem Krystal która upierała się że tak jest seksowniej wybrałam czarną prostą sukienkę na grubszych ramiączkach a ona jasno niebieską bez ramion. Wyglądałyśmy nieziemsko. Przygotowałyśmy się bardzo dokładnie i nawet zabrakło nam nieco czasu gdyż spóźniłyśmy się ok. 30 minut. Ochroniarz nie był chętny nas wpuścić jednak udało nam się do jakoś przegadać. Więc weszłyśmy, masa ludzi.... światła reflektorów oświetlały sylwetki ludzi tańczących. Spora część była już bardzo pijana. Widok Jane która wymiotuje w jednym z kątów sali nie był przyjemne. Zniesmaczone szybko ruszyłyśmy w poszukiwaniu jakiegoś stolika. Kiedy naglę poczułam jak czyjaś ręka zaciska się na moim nadgarstku i ciągnie mnie mocno do tyłu.
Gwałtownie się odwróciłam i lądując oparta na czyjejś klacie uniosłam nieśmiało głowę do góry i zobaczyłam obiekt moich westchnień- Chanyeola.
"Cześć piękna~" uśmiechnął się czule mnie obejmując a następnie witając się w ten sam sposób z Krystal. Widać, że był już lekko wstawiony. "Chodźcie do naszego stolika..." pociągnął nas do stolika gdzie było kilku jego kolegów i SEHUN i wtedy bałam się spojrzeć na aktualną mine Krystal. Wszyscy wstali i przywitali się z nami. Usiadłam na brzegu na przeciwko Chanyeola a Krystal została porwana w sam środek między Sehun'a a Terry'ego, którego właśnie poznałyśmy. Od razu dostałyśmy po kieliszku wódki.
"Nie koledzy ja dziękuje" widziałam w oczach Krystal przerażenie na samą myśl o tym, że musiałaby to wypić. Odsunęła lekko palcem kieliszek.
"O nieeeee! Taka piękna dziewczyna musi z nami wypić" jeden z chłopców krzyknął i jeszcze raz podał dziewczynie kieliszek. Każdy z nich był już naprawdę lekko wstawiony.
"Dobrze, to po kolejeczce!" wtrąciłam się uśmiechając się szeroko w stronę Krystal która zrobiła wielkie oczy dajac mi do świadomości że ona tego nie wypije.
"To zdrowie, za Krystal i Sulli" krzyknął Chanyeol i każdy przechylił kieliszek wypijając napój alkoholowy i nawet Krystal która nie wiedziała co robić w pośpiechu wypiła zawartość kieliszka. Niestety nie zdążyłam zobaczyć jej skrzywionej miny gdyż Chanyeol szybko zerwał się i pociągnął mnie na parkiet. Leciał akurat wolny, spokojny kawałek, wszystkie szalejące bez sensu dzieciaki zeszły i zostały praktycznie na parkiecie same pary. Poczułam się dziwnie i oblałam się lekkim rumieńcem. Chłopak objął mnie swoimi wielkimi rękami w pasie a ja lekko zmieszana oparłam swoje dłonie na jego ramionach. Po chwili chłopak i tak mnie przyciągnął do siebie, że byliśmy bardzo blisko siebie. Moje serce zwariowało, miałam tylko nadzieje, że on tego nie czuł. Był pijany ale miałam w środku cichą nadzieję, że będzie to wszystko potem pamiętał. Uśmiechnęłam się sama do siebie i wtuliłam się w chłopaka nakrotyzując się zapachem jego zmysłowej perfumy. Utoneliśmy w powolnym tańcu. Chwilami kiedy nie myślałam o tym co się teraz dzieje zastanawiałam się jak radzi sobie mój aniołek Krystal. Po wolnej piosence na parkiet znowu napłynęła masa ludzi a ja z Chanyeolem przetańczyłam jeszcze kilka kawałków. Był naprawdę zmysłowy ale i energiczny. Delikatnie prowadził mnie w tańcu.
Kiedy wróciliśmy do stolika nie było przy nim Krystal i Sehuna.
"Oj no wypiła trochę, wypiła...." jeden z chłopców odpowiedział mi kiedy zapytałam się co się z nią dzieje "Poszła gdzieś z Sehunem, ale gdzie to jaaa nje wiem"
"Ale może kolejka?" uśmiechnął się drugi siedzący obok.
"Nie panowie, my kupimy sobie coś lepszego niż wasza krajowa" Chanyeol uśmiechnął się i pociągnął mnie za rękę do baru gdzie kupił nam po szklance Jacka Danielsa z colą i sokiem wiśniowym. Jego błyszczące oczy sprawiały, że nie mogłam oderwać od nich swojego wzroku. Wydawało mi się, że świat się zatrzymał, wszystko się zatrzymało i jesteśmy tylko my. Po kilku kolejnych drinkach zaczęłam poważnie odczuwać skutki upojenia alkoholowego, poważnie mi się zakręciło w głowie a rozmowa nam dosłownie płynęła. Nie wiem ile czasu upłynęło ale byłam kompletnie pijana i do tego zahipnotyzowana urokiem chłopaka. Czasami widziałam poza nim Krystal, która szalała po całej sali z Sehunem, który jak widać było był trzeźwy i starał się ją upilnować.
W pewnym momencie, widok Sehuna, który trzyma ledwo przytomną dziewczynę mnie przeraził. Zerwałam się więc i podbiegłam do nich.
Nie zdążyłam jednak o nic zapytać bo chłopak powiedział zimnym głosem:
"Zwijaj Chanyeola, odwiozę was teraz do domu" od razu się odwróciłam, pobiegłam po nasze rzeczy i Chanyeola który też aż się przestraszył widokiem Krystal.
Poszliśmy do samochodu, chłopcy siedli z przodu a ja z tyłu starałam się ogarnąć przyjaciółkę pomimo, że sama byłam ledwo w stanie.
"Nigdy więcej Chanyeol.... Nigdy..." Sehun mówił przez zęby do przyjaciela.
"O co tobie chodzi, co?!"
"O to, że twoi wielcy koledzy upili Krystal i z resztą widzisz w jakim jest teraz stanie!" wykrzyczał. Był dosyć mocno zdenerwowany. "Nawet ty jesteś tak pijany, że ja musze prowadzić twoje auto"
"Ej chłopcy....nie kłóćcie się..." powiedziałam cicho.
"Oh Sulli, a ty jak się czujesz?" zapytał mnie chłopak "Mam nadzieję, że ten idiota nie upił cię tak samo jak tamci Krystal, z resztą źle nie wyglądasz to nie jest aż tak najgorzej"
Potem w drodze i tak się kłócili, miałam w oczach łzy a Krystal nadal nie ogarniała. Kiedy dotarliśmy na miejsce chłopcy pośpiesznie wyszli i Sehun zdejmując swoją marynarkę nałożył ja na Krystal, podałam mu klucze i zaprowadził ją do mieszkania. Ja zostałam na dole jeszcze chwilę z Chanyeolem.
"A więc... Chyba powinienem przeprosić, prawda?" przeczesując palcami swoje blond-rude włosy posmutniał.
"Przestań... To nie twoja wina" uśmiechnęłam się.
"Naprawdę?" podszedł do mnie niespodziewanie i mnie mocno przytulił "Dziękuję, że pozwoliłaś mi spędzić z Tobą dzisiejszy wieczór"
W tym samym czasie na dole pojawił się już Sehun wiec Chanyeol uśmiechnął się jeszcze raz i wsiadł z powrotem do samochodu. Pożegnałam się z Sehunem i pobiegłam szybko na górę. W głowie odtwarzałam wciąż te momenty które spędziłam z Chanyeolem. Oddychając głęboko wbiegłam do mieszkania i zobaczyłam dziewczynę leżącą już w łóżku. Zdjęłam z niej ubrania i przebrałam ją w piżamę i sama też tak robiąc położyłam się obok niej i momentalnie zasnęłam pomimo przyśpieszonego bicia serca.

Obudziłam się ze strasznym bólem głowy, przeciągnęłam się i kiedy w końcu udało mi się otworzyć oczy pierwsze co zobaczyłam była to Krystal która siedziała na parapecie okna w kubkiem kawy i ubrana w marynarkę Sehuna.
"Dzień dobry moje słoneczko...." powiedziała uśmiechając się.


***


(chciałabym wspomnieć też, że komentowanie bardzo motywuje autorki, 
więc zachęcam do czynienia tego. ^ ^ )