Ciche jęki wydobyły się z mojego gardła, kiedy przekręciłam się na plecy z oczami tempo utkwionymi w suficie. Nigdy nie czułam takiego bólu, który teraz paraliżował mnie w obawie przed kolejnymi ruchami, powodującymi, że moja głowa była o krok od eksplodowania z nadmiaru bolesnych impulsów, a suchość w gardle wypalenia dziury w delikatnym podniebieniu. Trudno było mi zorientować się w upływającym czasie, a przede wszystkim w sytuacji i miejscu, w którym się znajdowałam; nie byłam w stanie doprowadzić myśli do porządku, a co dopiero myśleć, jako że każda pojedyncza próba przypomnienia sobie czegokolwiek była torturą dla moich zmysłów, zabierając mi trzeźwość umysłu.
Delikatne łaskotanie po policzku zmusiło mnie do zwrócenia głowy w lewą stronę, bym zobaczyła ciemne pukle włosów rozrzucone niedbale po poduszce ubranej w znajomą pościel. Sylwetka leżąca obok mnie nie była obca, a ja lekko uśmiechnęłam się na widok śpiącej twarzy Sulli, która w chwili obecnej przypominała anioła strzegącego mojego boku. Momentalnie mój uśmiech zblakł, a na jego miejsce wpłynął grymas szpecący twarz, która nie wydawała się najświeższa.
Ociężale zwlekłam jedną nogę z łóżka, potem następną i powoli runęłam na zimną podłogę, jęcząc na dotyk drewna i sięgając niezdarnie ręką w kierunku puszystego i zapewne ciepłego dywanu. Miałam ochotę śmiać się ze swojej żałosności będąc niezdolna do wykonania jakiegokolwiek ruchu, leżąc plackiem na podłodze.
Spędziłam dobre kilka minut z zamkniętymi oczami, starając się zignorować zwiększający się ból i zimne powietrze dokuczające mi, zanim podjęłam się próby podniesienia swojego zadka z ziemi.
Podkurczając jedną nogę, druga też zgięła się w kolanie podnosząc pupę do góry. Następnie wysiliłam resztki energii by udźwignąć górną połowę ciała na trzęsących się, słabych rękach i nie wiem, jakim cudem zdołałam dotrzeć do kuchni, gdzie zaczerpnęłam duże ilości wody by ugasić pragnienie.
Nie ważne ile wypiłam, nadal nie mogłam pozbyć się tego posmaku w ustach, który dręczył mnie odkąd otworzyłam oczy. Wstając normalnie na obie nogi, skierowałam się do łazienki i z na wpół zamkniętymi oczami wymacałam szczoteczkę do zębów i pastę, którą nałożyłam ostrożnie, nim zerknęłam w lustro. Czarne smugi rozmazanego makijażu i resztki szminki na ustach przysłały mi niewyraźne wspomnienia ubiegłej nocy. Odłożywszy szczoteczkę z pastą na bok, wróciłam z powrotem do mojego pokoju i w końcu zwróciłam uwagę na sukienki leżące w nieładzie na fotelu wraz z granatową marynarką zwiniętą w kłębek. Przykładając dłoń do ust chuchnęłam i powąchałam zapach mojej buzi. Natychmiast skrzywiłam się z niesmakiem, chcąc zapaść się pod ziemię.
Zdołałam przypomnieć sobie wydarzenia, które miały miejsce wczoraj aż do pewnego momentu, gdzie pojawiła się luka w ciągu zdarzeń i za żadne skarby nie potrafiłam uzupełnić jej, więc byłam nieświadoma tego, co się działo odkąd Sulli poszła tańczyć z Chanyeolem.
W ciągu kolejnych sekund nawiedziły mnie obrazy kieliszków, które pojawiały się jeden za drugim przede mną, a ja byłam zmuszona je opróżniać, bojąc się urazić chłopaków, w których towarzystwie mnie pozostawiono. Mimo, iż nic więcej nie pamiętałam i wiedziałam, że powinnam się martwić o brakujące wydarzenia w mojej pamięci, to jednak czułam się nad zbyt spokojnie i nie potrafiłam się złościć na swoją przyjaciółkę, która chciała tylko mojego dobra. Nie przejmowałam się złym samopoczuciem, gdyż widziałam, że ono zniknie wraz z wzięciem leków i będę w stanie normalnie funkcjonować do końca dnia.
Jeszcze raz spojrzałam na fotel i marynarkę na nim leżącą, zastanawiając się, do kogo ona należała, zanim jednak poszłam szukać proszków dobrych na kaca złapałam granatowe ubranie i zarzucając je sobie na ramiona wyszłam z pokoju zostawiając pogrążoną w snach Sulli.
Zapewne upłynął spory kawałek czasu dopóki, siedząc na parapecie z kubkiem w ręku i nieodłączną marynarką, nie usłyszałam odgłosów dochodzących z drugiej strony pokoju i nie ujrzałam zaspanych oczu mojej księżniczki. Z delikatnym uśmiechem na ustach rzekłam "dzień dobry moje słoneczko" i zeskakując zgrabnie na ziemię podeszłam do niej i odgarnęłam z jej czoła mokre od potu kosmyki włosów.
Patrzyła się swoimi orzechowymi oczami na mnie, a uśmiech rozpromieniał jej twarz w sposób, w który człowiekowi robiło się lżej na duszy. Potem jej spojrzenie ześlizgnęło się po moich ramionach i spoczęło na granatowej marynarce, jej brwi ściągając się w zamyśleniu.
- Czemu masz na sobie tą marynarkę?- Zapytała przyglądając mi się badawczo.
- Nie wiem czyja jest, ale ładnie pachnie.- Przygładziłam jeden z rękawów i złapałam za brzeg materiału przybliżając go do twarzy delektowałam się jego delikatnym zapachem. Kiedy zerknęłam na Sulli, ta szczerzyła zęby w szerokim uśmiechu.- Coś nie tak z nią?
Dziewczyna pokręciła głową, a uśmiech stał się jeszcze większy, kiedy schowała się pod kołdrę bełkocząc pod nosem niezrozumiałe słowa wymieszane z chichotaniem. Nie mając pojęcia, o co jej chodzi, zostawiłam ją w spokoju, pozwalając Sulli pobyć trochę w jej własnym świecie.
Kiedy Sulli brała prysznic, ja szykowałam dla nas śniadanie i kolejną porcje leków przeciwbólowych, jako że tępy ból głowy nie ustępował. W pewnym momencie usłyszałam pukanie do drzwi, jednak zbyt pochłonięta kuchnią zignorowałam to, póki ktoś przy drzwiach nie zapukał ponownie. Westchnęłam, odkładając na bok dzbanek z sokiem pomarańczowym i skierowałam się ku frontowym drzwiom.
- Idę!- Zawołałam do osoby czekającej na korytarzu i zabrałam się za otwieranie zamków, które zostały zamknięte zapewne przez Sulli zaraz po powrocie.Łapiąc za klamkę, skierowałam ją w dół i pociągnęłam drzwi w swoją stronę, odsłaniając gościa, który się za nimi krył. Z początku nie zwróciłam uwagi na to, kto stał w progu, ponieważ nie było nikogo, kto przychodziłby tutaj oprócz listonosza.
- Słuch...
Na widok wysokiej postaci wpatrującej się we mnie przenikliwie, żołądek skręcił się wywracając wnętrzności do góry nogami, podsycając ziarno paniki, które rosło w jego obecności. Nie panując nad swoimi czynami, ręka odruchowo pchnęła drewno by te schowało osobę, która była za nim jeszcze sekundy temu. Oparłam się o drzwi z dłonią na wariacko bijącym sercu, oddychając szybko. Co on tu robił?
Prawie mdlejąc z nerwów, poderwałam się i przełykając zdenerwowanie, spojrzałam przez wizjer i nerwowo zagryzłam wargę. Sehun nadal tam stał i nie przesunął się nawet o centymetr, jego oczy krążące po framudze. Miałam wrażenie, że może przejrzeć przez materiał oddzielający nas i zobaczyć moja zdenerwowaną osobę, która przygryzała w zamyśleniu dolną wargę, rozcinając delikatną skórę i pozwalając krwi się powoli sączyć. Nie chciałam, by mnie przejrzał; żeby prześwietlił moją duszę odnajdując nawet te najmniejsze wady, gdyż jego spojrzenie sprawiało wrażenie być do tego zdolne. Obawiałam się stracenia nawet tej najmniejszej szansy na poznania go bliżej, kiedy on się zbliży i pozna prawdziwą Krystal, która była niewarta kogoś takiego, jak Oh Sehun.
Czas zdawał się zatrzymać, bądź sekundy trwały wieczność spowalniając każdy ruch, odcinając krew od mózgu, jako że me serce stanęło, kiedy jego oczy zwróciły się w stronę wizjera. Łapczywie łapiąc powietrze do obolałych płuch, miałam wrażenie jak zastygam, a czucie zanika pozostawiając mnie w bezruchu. Stałam niczym żywy posąg sparaliżowana jadem jego tęczówek, w których dostrzegałam mieszaninę zmartwienia, ciekawości i rozbawienia. Te uczucia emanowały z niego, wysyłając drgania muskające moją skórę, na której pojawiła się gęsia skórka będąca efektem nieopanowanej chęci otworzenia drzwi i wykrzyczenia mu w twarz wszystkich zarzutów skierowanych w jego osobę, jak i tych słodkich słów wyrażających mój stosunek wobec niego.
- Krystal. Wiem, że tam jesteś, więc otwórz te drzwi.- doszedł mnie głos Sehuna, który zdawał się być lekko rozbawiony, a ręka zastygła na klamce, kiedy rozważałam, czy powinnam go posłuchać.- Otworzysz albo zrobię awanturę.
Tu mnie miał. Nie mogłam pozwolić, by sąsiedzi naopowiadali moim rodzicom historie, w których wymyślają, co ich córka wyprawia, gdy jest sama w domu, więc nerwowo przełykając gulę powstałą w gardle, uchyliłam drzwi i wpuściłam Sehuna do środka wskazując mu drogę do salonu. Ale on znał już drogę i bez żadnego problemu skierował się wprost na kanapę, zyskując moje podejrzliwe spojrzenia.
Zostawiając go samego na chwilę poszłam do kuchni po tacę z przygotowanymi kanapkami chcąc poczęstować nimi gościa, jednak zanim opuściłam pomieszczenie, wstawiłam wodę na herbatę i wybrałam najlepszy smak napoju, jaki mogłam znaleźć. To nie było tak, że Sehun zasługiwał na to, co najlepsze, ale tak należało zrobić.
W moim domu goście zawsze byli zaskakiwani tym, co mieliśmy im do zaoferowania. Moi rodzice,jako szanowane osoby w swoim zawodzie zawsze dbali o wizerunek, więc szczędzenie na osoby, które nas odwiedzały było grzechem. Pod żadnym pozorem nie łamaliśmy tej zasady.
Stawiając tacę na środku stolika zignorowałam oczy śledzące każdy mój ruch i odwróciłam się od niego, by wyjąć ulubioną zastawę mamy. Delikatne zdobienia na porcelanie idealnie komponowały się z egzotycznym smakiem herbaty, która zaraz miała zostać podana. Z obojętnością i gracją, na jaką było mnie stać przyniosłam dzbanuszek i napełniłam dwie filiżanki, trzecią zastawiając tymczasowo pustą. Zajmując swoje miejsce w fotelu, z dala od smukłej sylwetki, opanowałam buzujący wewnątrz huragan uczuć i spojrzałam wprost na Sehuna.
- Więc, co cię tu sprowadza?
Prawie niezauważalny uśmieszek wpłynął na jego usta, kiedy wziął do ręki filiżankę stojącą przed nim i upił łyka herbaty. Przez chwilę delektując się rozkosznym smakiem, zamknął oczy i powąchał opary unoszące się nad naczyniem, a na jego rysy twarzy wpłynęły spokój i orzeźwienie. Następnie powieki jego powoli się otworzyły i fala brązowego magnetyzmu uderzyła we mnie, sprawiając, że nie mogłam się ruszyć. Oczy utkwione we mnie jak dwie szpilki z zamiarem przebicia mojej skóry i zajrzenia do środka.
- Widzę,że spodobała ci się marynarka.- rzucając mu wybiórcze spojrzenie, nie miałam pojęcia, co mu chodziło po głowie.- Jednak dobrze zrobiłem, kupując ją. Ładnie w niej wyglądasz.- Mimowolnie, szczęka opadła mi ze zdumienia, dokładnie analizując każde wypowiedziane przez niego słowo, a ten, jak nigdy nic wziął kanapkę i ugryzł kawałek na spróbowanie. Kiedy przeżuł zawartość buzi, mówił dalej. - Ale nie wiem czemu jesteś taka spięta i po co ten oficjalny ton? Przyszedłem tylko sprawdzić, jak się czujesz... To znaczy, jak ty i Sulli się czujecie. Wczoraj było małe zamieszanie i byłem ciekaw, czy wszystko w porządku.
Mrugnęłam kilka razy, by przegonić wątły obraz rumieńca zdobiącego Sehunowy policzek, po czym zdałam sobie sprawę, o czym on mówił. Czyli coś się wczoraj stało, a ja tego nie pamiętam. Musiałam się dowiedzieć, co to było, bym mogła stawić czoła nadchodzącym konsekwencjom.
- A co się dokładnie stało?
- Nie pamiętasz?
Pokręciłam głową, dając do wiadomości, że nie miałam zielonego pojęcia, co się zdarzyło. Początkowe zdziwienie w głosie Sehuna przeobraziło się w ulgę, kiedy potwierdziłam jego pytanie, a tajemniczy uśmiech ozdobił jego już zrelaksowaną twarz. Ten tylko wzruszył ramionami i dopijając herbaty oparł plecy o miękką skórę sofy nadsłuchując odgłosów w innej części domu.
- Nic takiego. Nic, czym powinnaś się przejmować.
Obrócił głowę w kierunku wejścia do salonu i przywitał Sulli, a ja pogrążyłam się we własnej krzątaninie myśli.







