niedziela, 25 listopada 2012

Empire State Of Love~ cz. VIII. Krystal.


     
      Ciche jęki wydobyły się z mojego gardła, kiedy przekręciłam się na plecy z oczami tempo utkwionymi w suficie. Nigdy nie czułam takiego bólu, który teraz paraliżował mnie w obawie przed kolejnymi ruchami, powodującymi, że moja głowa była o krok od eksplodowania z nadmiaru bolesnych impulsów, a suchość w gardle wypalenia dziury w delikatnym podniebieniu. Trudno było mi zorientować się w upływającym czasie, a przede wszystkim w sytuacji i miejscu, w którym się znajdowałam; nie byłam w stanie doprowadzić myśli do porządku, a co dopiero myśleć, jako że każda pojedyncza próba przypomnienia sobie czegokolwiek była torturą dla moich zmysłów, zabierając mi trzeźwość umysłu.

Delikatne łaskotanie po policzku zmusiło mnie do zwrócenia głowy w lewą stronę, bym zobaczyła ciemne pukle włosów rozrzucone niedbale po poduszce ubranej w znajomą pościel. Sylwetka leżąca obok mnie nie była obca, a ja lekko uśmiechnęłam się na widok śpiącej twarzy Sulli, która w chwili obecnej przypominała anioła strzegącego mojego boku. Momentalnie mój uśmiech zblakł, a na jego miejsce wpłynął grymas szpecący twarz, która nie wydawała się najświeższa.

Ociężale zwlekłam jedną nogę z łóżka, potem następną i powoli runęłam na zimną podłogę, jęcząc na dotyk drewna i sięgając niezdarnie ręką w kierunku puszystego i zapewne ciepłego dywanu. Miałam ochotę śmiać się ze swojej żałosności będąc niezdolna do wykonania jakiegokolwiek ruchu, leżąc plackiem na podłodze.

Spędziłam dobre kilka minut z zamkniętymi oczami, starając się zignorować zwiększający się ból i zimne powietrze dokuczające mi, zanim podjęłam się próby podniesienia swojego zadka z ziemi.

Podkurczając jedną nogę, druga też zgięła się w kolanie podnosząc pupę do góry. Następnie wysiliłam resztki energii by udźwignąć górną połowę ciała na trzęsących się, słabych rękach i nie wiem, jakim cudem zdołałam dotrzeć do kuchni, gdzie zaczerpnęłam duże ilości wody by ugasić pragnienie.

Nie ważne ile wypiłam, nadal nie mogłam pozbyć się tego posmaku w ustach, który dręczył mnie odkąd otworzyłam oczy. Wstając normalnie na obie nogi, skierowałam się do łazienki i z na wpół zamkniętymi oczami wymacałam szczoteczkę do zębów i pastę, którą nałożyłam ostrożnie, nim zerknęłam w lustro. Czarne smugi rozmazanego makijażu i resztki szminki na ustach przysłały mi niewyraźne wspomnienia ubiegłej nocy. Odłożywszy szczoteczkę z pastą na bok, wróciłam z powrotem do mojego pokoju i w końcu zwróciłam uwagę na sukienki leżące w nieładzie na fotelu wraz z granatową marynarką zwiniętą w kłębek. Przykładając dłoń do ust chuchnęłam i powąchałam zapach mojej buzi. Natychmiast skrzywiłam się z niesmakiem, chcąc zapaść się pod ziemię.

Zdołałam przypomnieć sobie wydarzenia, które miały miejsce wczoraj aż do pewnego momentu, gdzie pojawiła się luka w ciągu zdarzeń i za żadne skarby nie potrafiłam uzupełnić jej, więc byłam nieświadoma tego, co się działo odkąd Sulli poszła tańczyć z Chanyeolem.

W ciągu kolejnych sekund nawiedziły mnie obrazy kieliszków, które pojawiały się jeden za drugim przede mną, a ja byłam zmuszona je opróżniać, bojąc się urazić chłopaków, w których towarzystwie mnie pozostawiono. Mimo, iż nic więcej nie pamiętałam i wiedziałam, że powinnam się martwić o brakujące wydarzenia w mojej pamięci, to jednak czułam się nad zbyt spokojnie i nie potrafiłam się złościć na swoją przyjaciółkę, która chciała tylko mojego dobra. Nie przejmowałam się złym samopoczuciem, gdyż widziałam, że ono zniknie wraz z wzięciem leków i będę w stanie normalnie funkcjonować do końca dnia.

Jeszcze raz spojrzałam na fotel i marynarkę na nim leżącą, zastanawiając się, do kogo ona należała, zanim jednak poszłam szukać proszków dobrych na kaca złapałam granatowe ubranie i zarzucając je sobie na ramiona wyszłam z pokoju zostawiając pogrążoną w snach Sulli.

Zapewne upłynął spory kawałek czasu dopóki, siedząc na parapecie z kubkiem w ręku i nieodłączną marynarką, nie usłyszałam odgłosów dochodzących z drugiej strony pokoju i nie ujrzałam zaspanych oczu mojej księżniczki. Z delikatnym uśmiechem na ustach rzekłam "dzień dobry moje słoneczko" i zeskakując zgrabnie na ziemię podeszłam do niej i odgarnęłam z jej czoła mokre od potu kosmyki włosów.

Patrzyła się swoimi orzechowymi oczami na mnie, a uśmiech rozpromieniał jej twarz w sposób, w który człowiekowi robiło się lżej na duszy. Potem jej spojrzenie ześlizgnęło się po moich ramionach i spoczęło na granatowej marynarce, jej brwi ściągając się w zamyśleniu.

- Czemu masz na sobie tą marynarkę?- Zapytała przyglądając mi się badawczo.

- Nie wiem czyja jest, ale ładnie pachnie.- Przygładziłam jeden z rękawów i złapałam za brzeg materiału przybliżając go do twarzy delektowałam się jego delikatnym zapachem. Kiedy zerknęłam na Sulli, ta szczerzyła zęby w szerokim uśmiechu.- Coś nie tak z nią?

Dziewczyna pokręciła głową, a uśmiech stał się jeszcze większy, kiedy schowała się pod kołdrę bełkocząc pod nosem niezrozumiałe słowa wymieszane z chichotaniem. Nie mając pojęcia, o co jej chodzi, zostawiłam ją w spokoju, pozwalając Sulli pobyć trochę w jej własnym świecie.



Kiedy Sulli brała prysznic, ja szykowałam dla nas śniadanie i kolejną porcje leków przeciwbólowych, jako że tępy ból głowy nie ustępował. W pewnym momencie usłyszałam pukanie do drzwi, jednak zbyt pochłonięta kuchnią zignorowałam to, póki ktoś przy drzwiach nie zapukał ponownie. Westchnęłam, odkładając na bok dzbanek z sokiem pomarańczowym i skierowałam się ku frontowym drzwiom.

- Idę!- Zawołałam do osoby czekającej na korytarzu i zabrałam się za otwieranie zamków, które zostały zamknięte zapewne przez Sulli zaraz po powrocie.Łapiąc za klamkę, skierowałam ją w dół i pociągnęłam drzwi w swoją stronę, odsłaniając gościa, który się za nimi krył. Z początku nie zwróciłam uwagi na to, kto stał w progu, ponieważ nie było nikogo, kto przychodziłby tutaj oprócz listonosza.

- Słuch...

Na widok wysokiej postaci wpatrującej się we mnie przenikliwie, żołądek skręcił się wywracając wnętrzności do góry nogami, podsycając ziarno paniki, które rosło w jego obecności. Nie panując nad swoimi czynami, ręka odruchowo pchnęła drewno by te schowało osobę, która była za nim jeszcze sekundy temu. Oparłam się o drzwi z dłonią na wariacko bijącym sercu, oddychając szybko. Co on tu robił?

Prawie mdlejąc z nerwów, poderwałam się i przełykając zdenerwowanie, spojrzałam przez wizjer i nerwowo zagryzłam wargę. Sehun nadal tam stał i nie przesunął się nawet o centymetr, jego oczy krążące po framudze. Miałam wrażenie, że może przejrzeć przez materiał oddzielający nas i zobaczyć moja zdenerwowaną osobę, która przygryzała w zamyśleniu dolną wargę, rozcinając delikatną skórę i pozwalając krwi się powoli sączyć. Nie chciałam, by mnie przejrzał; żeby prześwietlił moją duszę odnajdując nawet te najmniejsze wady, gdyż jego spojrzenie sprawiało wrażenie być do tego zdolne. Obawiałam się stracenia nawet tej najmniejszej szansy na poznania go bliżej, kiedy on się zbliży i pozna prawdziwą Krystal, która była niewarta kogoś takiego, jak Oh Sehun.

Czas zdawał się zatrzymać, bądź sekundy trwały wieczność spowalniając każdy ruch, odcinając krew od mózgu, jako że me serce stanęło, kiedy jego oczy zwróciły się w stronę wizjera. Łapczywie łapiąc powietrze do obolałych płuch, miałam wrażenie jak zastygam, a czucie zanika pozostawiając mnie w bezruchu. Stałam niczym żywy posąg sparaliżowana jadem jego tęczówek, w których dostrzegałam mieszaninę zmartwienia, ciekawości i rozbawienia. Te uczucia emanowały z niego, wysyłając drgania muskające moją skórę, na której pojawiła się gęsia skórka będąca efektem nieopanowanej chęci otworzenia drzwi i wykrzyczenia mu w twarz wszystkich zarzutów skierowanych w jego osobę, jak i tych słodkich słów wyrażających mój stosunek wobec niego.

- Krystal. Wiem, że tam jesteś, więc otwórz te drzwi.- doszedł mnie głos Sehuna, który zdawał się być lekko rozbawiony, a ręka zastygła na klamce, kiedy rozważałam, czy powinnam go posłuchać.- Otworzysz albo zrobię awanturę.

Tu mnie miał. Nie mogłam pozwolić, by sąsiedzi naopowiadali moim rodzicom historie, w których wymyślają, co ich córka wyprawia, gdy jest sama w domu, więc nerwowo przełykając gulę powstałą w gardle, uchyliłam drzwi i wpuściłam Sehuna do środka wskazując mu drogę do salonu. Ale on znał już drogę i bez żadnego problemu skierował się wprost na kanapę, zyskując moje podejrzliwe spojrzenia.

Zostawiając go samego na chwilę poszłam do kuchni po tacę z przygotowanymi kanapkami chcąc poczęstować nimi gościa, jednak zanim opuściłam pomieszczenie, wstawiłam wodę na herbatę i wybrałam najlepszy smak napoju, jaki mogłam znaleźć. To nie było tak, że Sehun zasługiwał na to, co najlepsze, ale tak należało zrobić.

W moim domu goście zawsze byli zaskakiwani tym, co mieliśmy im do zaoferowania. Moi rodzice,jako szanowane osoby w swoim zawodzie zawsze dbali o wizerunek, więc szczędzenie na osoby, które nas odwiedzały było grzechem. Pod żadnym pozorem nie łamaliśmy tej zasady.

Stawiając tacę na środku stolika zignorowałam oczy śledzące każdy mój ruch i odwróciłam się od niego, by wyjąć ulubioną zastawę mamy. Delikatne zdobienia na porcelanie idealnie komponowały się z egzotycznym smakiem herbaty, która zaraz miała zostać podana. Z obojętnością i gracją, na jaką było mnie stać przyniosłam dzbanuszek i napełniłam dwie filiżanki, trzecią zastawiając tymczasowo pustą. Zajmując swoje miejsce w fotelu, z dala od smukłej sylwetki, opanowałam buzujący wewnątrz huragan uczuć i spojrzałam wprost na Sehuna.

- Więc, co cię tu sprowadza?

Prawie niezauważalny uśmieszek wpłynął na jego usta, kiedy wziął do ręki filiżankę stojącą przed nim i upił łyka herbaty. Przez chwilę delektując się rozkosznym smakiem, zamknął oczy i powąchał opary unoszące się nad naczyniem, a na jego rysy twarzy wpłynęły spokój i orzeźwienie. Następnie powieki jego powoli się otworzyły i fala brązowego magnetyzmu uderzyła we mnie, sprawiając, że nie mogłam się ruszyć. Oczy utkwione we mnie jak dwie szpilki z zamiarem przebicia mojej skóry i zajrzenia do środka.

- Widzę,że spodobała ci się marynarka.- rzucając mu wybiórcze spojrzenie, nie miałam pojęcia, co mu chodziło po głowie.- Jednak dobrze zrobiłem, kupując ją. Ładnie w niej wyglądasz.- Mimowolnie, szczęka opadła mi ze zdumienia, dokładnie analizując każde wypowiedziane przez niego słowo, a ten, jak nigdy nic wziął kanapkę i ugryzł kawałek na spróbowanie. Kiedy przeżuł zawartość buzi, mówił dalej. - Ale nie wiem czemu jesteś taka spięta i po co ten oficjalny ton? Przyszedłem tylko sprawdzić, jak się czujesz... To znaczy, jak ty i Sulli się czujecie. Wczoraj było małe zamieszanie i byłem ciekaw, czy wszystko w porządku.
Mrugnęłam kilka razy, by przegonić wątły obraz rumieńca zdobiącego Sehunowy policzek, po czym zdałam sobie sprawę, o czym on mówił. Czyli coś się wczoraj stało, a ja tego nie pamiętam. Musiałam się dowiedzieć, co to było, bym mogła stawić czoła nadchodzącym konsekwencjom.

- A co się dokładnie stało?

- Nie pamiętasz?

Pokręciłam głową, dając do wiadomości, że nie miałam zielonego pojęcia, co się zdarzyło. Początkowe zdziwienie w głosie Sehuna przeobraziło się w ulgę, kiedy potwierdziłam jego pytanie, a tajemniczy uśmiech ozdobił jego już zrelaksowaną twarz. Ten tylko wzruszył ramionami i dopijając herbaty oparł plecy o miękką skórę sofy nadsłuchując odgłosów w innej części domu.

- Nic takiego. Nic, czym powinnaś się przejmować.

Obrócił głowę w kierunku wejścia do salonu i przywitał Sulli, a ja pogrążyłam się we własnej krzątaninie myśli.

sobota, 10 listopada 2012

Empire State of Love~ część. VII. Sulli.




        Niesamowite uczucie jakie dotknęło mnie dziś w klasie fizycznej sprawiło, że dziś w domu od płaskiego naczynia próbowałam wlać mleko, zrobiłam herbate w kieliszku do wina a buty mamy zamiast zanieść do szafy niechcący zaniosłam do pralki po czym z beżowego zrobiły się różowe.
Zupełnie straciłam rachubę w czasie i nie patrząc na zegarek zapomniałam odebrać garnituru Aleksandra z pralni przed jej zamknięciem. Byłam kompletnie nieobecna. Myślałam cały czas o naszej dodatkowej lekcji fizyki i szczerze, nie mogłam doczekać się kolejnej. Cały dzień mama przygladała mi się podejrzanie jednak chyba doskonale wiedziała, że coś musiało się stać co usprawiedliwiłoby moją myślową nieobecność. Z resztą sama nie wiedziałam czy jestem pewna co to jest...
 Siedząc przez biurkiem nie świadomie otworzyłam podręcznik z przedmiotu ścisłego i namiętnie zaczęłam powtarzać tematy. Zachodzące słońce wpadało przez okna do mojego pokoju co pozostawiało pomarańczową, romantyczną poświatę. Lekki wiatr kołysał konarami drzew co wprawiało mnie w lekki stan nostalgii, nie wiem czemu. Wpatrywałam się w kartki podręcznika, podniosłam głowę gdyż miałam wrażenie, że o czymś zapomniałam. Zerwałam się z krzesła i szybko wyjmując telefon z plecaka zobaczyłam wyświetlające się nie odebrane połączenie. "Krystal............ skarbie..........." pomyślałam łapiąc się w zakłopotaniu za głowę. Szybko zadzwoniłam do przyjaciółki aby ją przeprosić. Kilku krotnie próbowałam się z nią połączyć jednak nic z tego, nie odebrała żadnego. Wciągnęłam głęboko do płuc powietrze, rzuciłam telefon w kąt i położyłam się na łóżku po raz milionowy wspominając wydarzenia z dzisiejszego dnia. Serce biło mi szybciej kiedy tylko na myśl przychodził mi nowo poznany kolega- Chanyeol. Nie wiem, co sama miałam o tym myśleć. Nigdy nie spotkałam kogoś takiego kto zawrócił mi w głowie od pierwszego zobaczenia. W sumie to zawsze trudno było mi się zakochać. Nie umiałam dopuścić do siebie nawet myśli, że jestem zakochana. Wolałam pomagać wszystkim w sprawach miłosnych niż ja sama miałam się w to 'bawić'. Ale teraz może to tylko zwykłe zauroczenie i mi przejdzie, może jutro, a może po jutrze.... W każdym razie, starałam się o tym aż tak nie myśleć i za nadto tego nie wyolbrzymiać. Za oknem robiło się coraz ciemniej a ja czekałam na odpowiedź Krystal cóż się mogło stać, że zniknęła mi tak szybko, że zupełnie o niej zapomniałam. Czekając na odpowiedź zasnęłam i niestety obudziłam się dopiero rano. Jak każdego ranka mama nie była w najlepszym humorze.

"Skarbie, dziś chyba Aleksander cie odbierze" powiedziała głaskając mnie po włosach kiedy jadłam truskawkowe płatki śniadaniowe.
"A to źle?" zapytałam zdziwiona.
"Może cię odebrać dopiero 2 godziny później niż zwykle a autobusem nie wrócisz bo się zgubisz"
"LE CO? CZEMU?"
"Mam dziś do dokończenia projekt i musze zostać do późna w pracy......"
"Chodzi mi..... Dlaczego sądzisz, że się zgubie? Moge wziąć ze sobą Krystal, zanocowałaby u nas, w końcu weekend się zaczyna" posłałam jej słodki uśmiech i wzrok pod wpływem którego zawsze ulegała.
"Nie ma sprawy. Jeżeli tylko rodzice Krystal, której nie znam ale o której ciągle mówisz się zgodzą to jasne"
"Jej rodzice są w delegacji, sama w domu jest już tydzień"
"W takim razie nie ma o co pytać. Dobra, kończ już ja poczekam w samochodzie"

Ogarnęłam się i z bananem na twarzy zadowolona ze swojego planu pobiegłam do samochodu. Oby tylko Krystal się zgodziła.
Kiedy dojechałyśmy do szkoły. Wyszłam jak szybko z pojazdu i biegiem ruszyłam do budynku szkoły aby jak najszybciej zobaczyć się z przyjaciółką. Jak tylko ją zobaczyłam rzuciłam jej się na szyję i przytulając ją piszczałam jak małe dziecko które widzi świętego Mikołaja.
"Krystal Krystal Krystal! Chcesz spać dziś u mnie?" puściłam dziewczynę z uścisku i złapałam ją za rękę. Wyglądała nie dość, że na zaskoczoną to jej mina wskazywała na to, że chyba za mocno byłam podekscytowana gdyż moimi krzykami sprawiłam, że cały korytarz patrzył właśnie na nas. "Proszeeeee proszeee..."
Dziewczyna milcząc pociągnęła mnie za rękę i zaprowadziła do pustej klasy.
"Co Ci odbija?" zapytała z jadem w głosie.
"Ale co...?" nagle posmutniałam. Przyjaciółka wcale nie była zadowolona a na jej twarzy nie widać było ani troche radości.
"Zwracasz na nas zbyt dużą uwagę, tak nie można..." wzięła głęboki oddech "odkąd przebywam z tobą cały czas znajduję się w takich sytuacjach a nie chce"
"No przestań..." zaśmiałam się.
"To nie śmieszne" spojrzała na mnie z politowaniem "Ale dobrze, bardzo chętnie u ciebie przenocuje" mimo jej lekkiego żalu do mnie na jej twarzy pojawił się uśmiech.
"Cudownie!" szeroko się uśmiechnęłam się i pod wpływem emocji delikatnie złapałam dziewczynę za policzek przyciągając do siebie pocałowałam ją delikatnie w usta "To naprawdę cudownie~" Ona znowu bardzo zdziwiona nie powiedziała nic i obie wyszłyśmy z klasy.

Lekcje mijały bardzo szybko a ja czekałam tylko na ostatnią karną lekcję. Jednak Krystal zgasiła na chwilę mój całodniowy entuzjazm.
"Dziś nie mamy tej dodatkowej fizyki, przecież jest szkolna wiksa dzisiaj" powiedziała odgarniając do tyłu swoje piękne brązowe włosy. Tym razem ja byłam bardzo zdziwiona, że o niczym nie wiem.
"Więc idziemy prawda?" zapytałam spoglądajac przyjaciółce prosto w oczy jednak ta szybko odwróciła głowę i powiedziała:
"Nie... Ja nie ide..."
"Jak to, 'ja nie ide' ? sama przecież nie pójdę, Krystal no prosze..."
"Nie. naprawdę, ja nie lubie. A tym bardziej, że dziś ide spać do ciebie to i tak za dużo"
"Nie żartuj. Możemy po imprezie spać u ciebie, moja mama na bank się zgodzi"
"Nie jestem pewna.... nie karz mi iść na coś do czego zupełnie nie pasuje"
"Oj kochana, pasujesz.... Ale jeszcze o tym nie wiesz..." puściłam dziewczynie oczko. "Idziemy~"

Krystal Jung jeszcze długo lamentowała jaka to ona jest niezdarna na takich imprezach, jak jej sie nie chce iść, że się wstydzi i jaka jest brzydka i skończyło się na płaczu nas obu, mimo to udało mi się ją namówić. W drodze do jej mieszkania ustaliłam telefoniczni z mamą jakie są fakty, oczywiście zgodziła się. Jeszcze potem popłakałyśmy. Łzy dziewczyny kapały z jej twarzyczki na jej ubrania jak perły. Trzymała mnie mocno za rękę a ja tuląc ją sama płakałam. Chwilę histerii są czasem naprawdę dobre, dziewczyna wylała swoje żale i było jej lepiej po czym z entuzjazmem zaczęła wyrzucać z szafy wszystkie sukienki jakie miała. To było dziwne, bo jak na dziewczynę, która nie lubi imprezować miała wiele, na parwdę wiele kiecek których nie można założyć nigdzie indziej niż na dyskotekę. Byłam od niej trochę wyższa więc każda jej sukienka była dla mnie zamiast do kolan do połowy ud. Jednak pod naciskiem Krystal która upierała się że tak jest seksowniej wybrałam czarną prostą sukienkę na grubszych ramiączkach a ona jasno niebieską bez ramion. Wyglądałyśmy nieziemsko. Przygotowałyśmy się bardzo dokładnie i nawet zabrakło nam nieco czasu gdyż spóźniłyśmy się ok. 30 minut. Ochroniarz nie był chętny nas wpuścić jednak udało nam się do jakoś przegadać. Więc weszłyśmy, masa ludzi.... światła reflektorów oświetlały sylwetki ludzi tańczących. Spora część była już bardzo pijana. Widok Jane która wymiotuje w jednym z kątów sali nie był przyjemne. Zniesmaczone szybko ruszyłyśmy w poszukiwaniu jakiegoś stolika. Kiedy naglę poczułam jak czyjaś ręka zaciska się na moim nadgarstku i ciągnie mnie mocno do tyłu.
Gwałtownie się odwróciłam i lądując oparta na czyjejś klacie uniosłam nieśmiało głowę do góry i zobaczyłam obiekt moich westchnień- Chanyeola.
"Cześć piękna~" uśmiechnął się czule mnie obejmując a następnie witając się w ten sam sposób z Krystal. Widać, że był już lekko wstawiony. "Chodźcie do naszego stolika..." pociągnął nas do stolika gdzie było kilku jego kolegów i SEHUN i wtedy bałam się spojrzeć na aktualną mine Krystal. Wszyscy wstali i przywitali się z nami. Usiadłam na brzegu na przeciwko Chanyeola a Krystal została porwana w sam środek między Sehun'a a Terry'ego, którego właśnie poznałyśmy. Od razu dostałyśmy po kieliszku wódki.
"Nie koledzy ja dziękuje" widziałam w oczach Krystal przerażenie na samą myśl o tym, że musiałaby to wypić. Odsunęła lekko palcem kieliszek.
"O nieeeee! Taka piękna dziewczyna musi z nami wypić" jeden z chłopców krzyknął i jeszcze raz podał dziewczynie kieliszek. Każdy z nich był już naprawdę lekko wstawiony.
"Dobrze, to po kolejeczce!" wtrąciłam się uśmiechając się szeroko w stronę Krystal która zrobiła wielkie oczy dajac mi do świadomości że ona tego nie wypije.
"To zdrowie, za Krystal i Sulli" krzyknął Chanyeol i każdy przechylił kieliszek wypijając napój alkoholowy i nawet Krystal która nie wiedziała co robić w pośpiechu wypiła zawartość kieliszka. Niestety nie zdążyłam zobaczyć jej skrzywionej miny gdyż Chanyeol szybko zerwał się i pociągnął mnie na parkiet. Leciał akurat wolny, spokojny kawałek, wszystkie szalejące bez sensu dzieciaki zeszły i zostały praktycznie na parkiecie same pary. Poczułam się dziwnie i oblałam się lekkim rumieńcem. Chłopak objął mnie swoimi wielkimi rękami w pasie a ja lekko zmieszana oparłam swoje dłonie na jego ramionach. Po chwili chłopak i tak mnie przyciągnął do siebie, że byliśmy bardzo blisko siebie. Moje serce zwariowało, miałam tylko nadzieje, że on tego nie czuł. Był pijany ale miałam w środku cichą nadzieję, że będzie to wszystko potem pamiętał. Uśmiechnęłam się sama do siebie i wtuliłam się w chłopaka nakrotyzując się zapachem jego zmysłowej perfumy. Utoneliśmy w powolnym tańcu. Chwilami kiedy nie myślałam o tym co się teraz dzieje zastanawiałam się jak radzi sobie mój aniołek Krystal. Po wolnej piosence na parkiet znowu napłynęła masa ludzi a ja z Chanyeolem przetańczyłam jeszcze kilka kawałków. Był naprawdę zmysłowy ale i energiczny. Delikatnie prowadził mnie w tańcu.
Kiedy wróciliśmy do stolika nie było przy nim Krystal i Sehuna.
"Oj no wypiła trochę, wypiła...." jeden z chłopców odpowiedział mi kiedy zapytałam się co się z nią dzieje "Poszła gdzieś z Sehunem, ale gdzie to jaaa nje wiem"
"Ale może kolejka?" uśmiechnął się drugi siedzący obok.
"Nie panowie, my kupimy sobie coś lepszego niż wasza krajowa" Chanyeol uśmiechnął się i pociągnął mnie za rękę do baru gdzie kupił nam po szklance Jacka Danielsa z colą i sokiem wiśniowym. Jego błyszczące oczy sprawiały, że nie mogłam oderwać od nich swojego wzroku. Wydawało mi się, że świat się zatrzymał, wszystko się zatrzymało i jesteśmy tylko my. Po kilku kolejnych drinkach zaczęłam poważnie odczuwać skutki upojenia alkoholowego, poważnie mi się zakręciło w głowie a rozmowa nam dosłownie płynęła. Nie wiem ile czasu upłynęło ale byłam kompletnie pijana i do tego zahipnotyzowana urokiem chłopaka. Czasami widziałam poza nim Krystal, która szalała po całej sali z Sehunem, który jak widać było był trzeźwy i starał się ją upilnować.
W pewnym momencie, widok Sehuna, który trzyma ledwo przytomną dziewczynę mnie przeraził. Zerwałam się więc i podbiegłam do nich.
Nie zdążyłam jednak o nic zapytać bo chłopak powiedział zimnym głosem:
"Zwijaj Chanyeola, odwiozę was teraz do domu" od razu się odwróciłam, pobiegłam po nasze rzeczy i Chanyeola który też aż się przestraszył widokiem Krystal.
Poszliśmy do samochodu, chłopcy siedli z przodu a ja z tyłu starałam się ogarnąć przyjaciółkę pomimo, że sama byłam ledwo w stanie.
"Nigdy więcej Chanyeol.... Nigdy..." Sehun mówił przez zęby do przyjaciela.
"O co tobie chodzi, co?!"
"O to, że twoi wielcy koledzy upili Krystal i z resztą widzisz w jakim jest teraz stanie!" wykrzyczał. Był dosyć mocno zdenerwowany. "Nawet ty jesteś tak pijany, że ja musze prowadzić twoje auto"
"Ej chłopcy....nie kłóćcie się..." powiedziałam cicho.
"Oh Sulli, a ty jak się czujesz?" zapytał mnie chłopak "Mam nadzieję, że ten idiota nie upił cię tak samo jak tamci Krystal, z resztą źle nie wyglądasz to nie jest aż tak najgorzej"
Potem w drodze i tak się kłócili, miałam w oczach łzy a Krystal nadal nie ogarniała. Kiedy dotarliśmy na miejsce chłopcy pośpiesznie wyszli i Sehun zdejmując swoją marynarkę nałożył ja na Krystal, podałam mu klucze i zaprowadził ją do mieszkania. Ja zostałam na dole jeszcze chwilę z Chanyeolem.
"A więc... Chyba powinienem przeprosić, prawda?" przeczesując palcami swoje blond-rude włosy posmutniał.
"Przestań... To nie twoja wina" uśmiechnęłam się.
"Naprawdę?" podszedł do mnie niespodziewanie i mnie mocno przytulił "Dziękuję, że pozwoliłaś mi spędzić z Tobą dzisiejszy wieczór"
W tym samym czasie na dole pojawił się już Sehun wiec Chanyeol uśmiechnął się jeszcze raz i wsiadł z powrotem do samochodu. Pożegnałam się z Sehunem i pobiegłam szybko na górę. W głowie odtwarzałam wciąż te momenty które spędziłam z Chanyeolem. Oddychając głęboko wbiegłam do mieszkania i zobaczyłam dziewczynę leżącą już w łóżku. Zdjęłam z niej ubrania i przebrałam ją w piżamę i sama też tak robiąc położyłam się obok niej i momentalnie zasnęłam pomimo przyśpieszonego bicia serca.

Obudziłam się ze strasznym bólem głowy, przeciągnęłam się i kiedy w końcu udało mi się otworzyć oczy pierwsze co zobaczyłam była to Krystal która siedziała na parapecie okna w kubkiem kawy i ubrana w marynarkę Sehuna.
"Dzień dobry moje słoneczko...." powiedziała uśmiechając się.


***


(chciałabym wspomnieć też, że komentowanie bardzo motywuje autorki, 
więc zachęcam do czynienia tego. ^ ^ )

sobota, 13 października 2012

Empire State of Love~ Część. VI Krystal.





Ze spuszczoną głową zaciągnęłam JinRi do ostatniej ławki przy oknie, zastanawiając się, co się stało, że tej dziewczynie zabrakło słów. Po drodze słyszałam szepty członków koła fizycznego, którzy byli zdumieni moją obecnością w tym miejscu z tak upokarzającej dla mnie przyczyny. Tak, Jung SooJung zostaje za karę po lekcjach.

W końcu zdołałam przekonać samą siebie, że pokazując swoją słabość nic nie wskóram, więc podniosłam głowę wysoko i przeleciałam wzrokiem po znajdujących się w sali uczniach. Nie widziałam ani śladu jakiegokolwiek nauczyciela, a przy tablicy stał jedynie z markerem w ręku najlepszy kumpel mojego zauroczenia. W panice wypisanej na twarzy odwróciłam się do JinRi; jeżeli tu był Chanyeol to i Sehun był w pobliżu. Jednak ona nie zareagowała na moje próby zwrócenia na siebie jej uwagi, JinRi robiła maślane oczy w stronę Chanyeola. Po prostu świetnie. Jak on tu będzie, to jestem martwa.

- Sulli, czy możesz w końcu zwrócić uwagę na to, co do ciebie mówię?- Nie wytrzymałam. Emocje wzięły górę i wydarłam się na JinRi po raz pierwszy używając koreańskiego w stosunku do niej.

Nie przejmowałam się tym, że zwróciłam na siebie uwagę wszystkich. Dzięki JinRi poczułam się potrzebna i znalazłam kogoś, komu mogłam powiedzieć wszystko, co sprawiło, że kiedy ona mnie zignorowała zawrzało we mnie. Po raz pierwszy czułam taką złość i dałam się ponieść emocjom. Spojrzenie, które posłała mi JinRi otrzeźwiło mój umysł tak, że zrozumiałam to, co przed chwilą zrobiłam.

- Wszystko w porządku?

- Tak, prze-

Zawstydzona odwróciłam się do osoby stojącej obok mnie i natychmiast oblałam się rumieńcem. Przede mną stał, Chanyeol, który zatrzepotał swoimi długimi rzęsami. Tuż za nim, za jego pleców wyłonił się Sehun z wyrazem twarzy, który mówił wszystko o jego zdezorientowaniu. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię w tym momencie i zrobiłabym to, gdyby JinRi nie oprzytomniała i palnęła czegoś, co pogłębiło moje zażenowanie.

-Krystal bardzo przeżywa swój pierwszy raz tutaj. Pewnie słyszeliście o jej nienagannych papierach?- Obydwaj pokiwali głową. Wpatrywali się we mnie z politowaniem, jakbym była specjalnej troski.- Wybaczcie nam za ten wybuch. Bardzo lubię fizykę, więc mógłbyś kontynuować to, co robiłeś…?

- Park Chanyeol.

Chanyeol wyciągnął rękę i podał dłoń dla JinRi, a ta z ogromnym uśmiechem na twarzy uścisnęła ją i mogłam przysiąść, że kropelki śliny zalśniły w kąciku jej ust. Tak skupiona na tej dwójce nie zwracałam uwagi na Sehuna, który stał tuż obok. Dopiero, kiedy poczułam jego gorący oddech muskający moje ucho, ciarki mnie przeszły a jego magnetyczne oczy wypalały dziury w moim mózgu. Jak to było możliwe, że taki chłopak jak on, nie, żeby jakikolwiek człowiek mógł na mnie oddziaływać w taki sposób. Wmawiałam sobie, że to czyste zauroczenie, które pryśnie wcześniej czy później, ponieważ nie pozwalałam myśli o miłości dosięgnąć mnie.

Przez następne pół godziny musiałam wysłuchiwać dyskusji pomiędzy JinRi a Chanyeolem na jakiś temat dotyczący fizyki, co było nie do zniesienia, gdyż Sehun zajął miejsce obok mnie, jako że JinRi zajęła jego. Czułam się osaczona i porzucona. Z wielką ulgą przywitałam dzwonek ogłaszający koniec zajęć i nie zwracając uwagi na JinRi pobiegłam do domu.

Zatrzymałam się tuż przed wejściem do budynku, poświęcając tą krótką chwilę na wymyślenie dostatecznie dobrej wymówki na zachowanie mojej kary w tajemnicy. Gdyby rodzice się dowiedzieli za pewne nigdy bym już nie zobaczyła JinRi, zmieniłabym szkołę na tą z internatem lub pojechałabym do Korei do dziadków, których nie widziałam od lat.

Wzięłam kilka głębokich wdechów i ruszyłam w stronę mieszkania. Na szczęście nikogo nie było w domu, więc zamknęłam się w swoim pokoju i otworzyłam książki; musiałam odrobić pracę domową. Siedząc nad notatkami przed sobą i obliczeniami nie potrafiłam zebrać myśli i skupić się na tym, czym powinnam. Wciąż odpływałam do wydarzeń z dzisiaj i miałam ochotę zabić samą siebie za swój idiotyzm, który doszczętnie zniszczył mój wizerunek.

Mając nadzieję, że JinRi już była tą nieoczarowaną JinRi, wykręciłam jej numer i czekałam aż odbierze. Niestety nie zrobiła tego. Z westchnieniem rzuciłam się na łóżko i wtuliłam twarz w poduszkę starając się powstrzymać napływające łzy. Tyle zawodu jeszcze nigdy nie przeżyłam i czułam się z tym okropnie. Dlaczego wszystko, co najgorsze musi się mi przytrafiać? Ignorując głosy dochodzące z przedpokoju zakryłam się kołdrą i nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.

Obudziłam się późno. Latarnie już oświetlały pogrążone w mroku ulice, a ja nie słyszałam żadnych dźwięków należących do domowników. Wygrzebując bluzę z szafy narzuciłam ją na siebie i zabierając ze sobą czapkę z daszkiem, opuściłam dom. Krążąc po niemal pustych ulicach czułam chłodny wiatr droczący się z moimi włosami i koty łażące po śmietnikach w ciemnych zakamarkach. Większość sklepów była już zamknięta, jednak jeden wciąż otwarty przykuł moją uwagę.

Otworzyłam metalowe drzwi prowadzące do świata winyli i starych płyt CD. Za ladą przysypiał chłopak z afro na głowie i słuchawkami w uszach. Cicho przemknęłam koło niego i zanurzyłam się między stosy muzyki z lat 60-90. Nie byłam fanką tego typu muzyki, ale aura sklepu sprawiała, że czułam się tu swobodnie i bezpiecznie. Pomyślałam, że zabiorę do niego JinRi następnego dnia.

piątek, 5 października 2012

Empire State of Love~ część V. Sulli




     W czasie kiedy moja ręka zacisnęła się na dłoni Krystal musiałam zupełnie stracić zmysły. Pociągnęłam dziewczynę za sobą za bramy szkoły. Biegłyśmy przez kilka ulic aby znaleźć się jak najdalej od jej budynku. Zatrzymałyśmy się w końcu. Obie miałyśmy przyśpieszony oddech i byłyśmy oblane lekkim rumieńcem. Chyba nie dochodziło do nas co właśnie zrobiłyśmy. Spojrzałyśmy sobie w oczy. Była to dla mnie niezmiernie niezręczna sytuacja więc wypaliłam pierwsze zdanie które przyszło mi do głowy.

"Skoro i tak uciekłyśmy, to może oprowadzisz mnie po Nowym Yorku? Nie znam tutaj za wielu miejsc."
"Hm.... to chyba trochę dziwne, że właśnie uciekłyśmy z zajęć, ale oczywiście z miłą chęcią cię trochę oprowadzę" dziewczyna się uśmiechnęła i złapała mnie za rękę.

Spacerowałyśmy zatłoczonymi ulicami Nowego Yorku. Dziwne, ale nie brakowało nam tematów do rozmów. Zaczynając na historiach budynków po rozmowy o ulubionym smaku czekolady kończąc na wspominaniu miłych chwil. Czułam się teraz jakbym znała Krystal od bardzo dawna. Miałam dziwne wrażenie, ze tutaj i ona czuje się nieco zagubiona mimo, że mieszka tu już wiele wiele lat. 

"Wiesz, zupełnie nie przejmuj się Jane ona tak traktuje każdego kto jest nowy i do tego jest Azjatą. Hm, to chyba coś takiego jak syndrom wypalonego  mózgu przez lakier do włosów" brunetka zaśmiała się. 
Stałyśmy właśnie na mostku w Central Parku karmiąc herbatnikami kaczuszki nad stawem. 
"W sumie też nie powinnam tak reagować. Naprawdę nie wiem co mnie ugryzło"
"Oh weź przestań, nic sie przecież nie stało. Bardzo mi miło upływa z Tobą czas więc to nawet lepiej że dziś uciekłyśmy" brunetka uśmiechnęła się słodko "W sumie też, dzięki tej sytuacji, pewna osoba się do mnie odezwała. To słodkie" jej głos nabrał cichszego tonu i cieplejszej barwy. Podniosłam głowę i ujrzałam lekki rumieniec na twarzy Krystal.
"Nie..."
"Co nie...?"
"Tylko mi nie mów, że chodzi ci o...."
"Cicho ! cicho! Nie mów tego teraz!" dziewczyna zaczeła machać rękami abu uspokoić mój coraz większy przypływ entuzjazmu. Mimo to, na mojej twarzy pojawił się konkretny banan.
"SEHUN SEHUN SEHUN SEHUN!" zaczęłam radośnie podskakiwać wypowiadając imię naszego kolegi z zajęć. Ludzie w okół dziwnie mi się przyglądali a niektórzy nawet zatrzymywali się, żeby zobaczyć o co chodzi. 
"Sulli, prosze cię..." złapała mnie za talie, przyciągnęła do siebie i następnie wyszeptała "Nie mów nikomu dobrze?"
"Ja? Przecież ja tu nie rozmawiam z nikim poza tobą... No i... Sehunem..." Ponownie zaczęłam skakać drażniąc się z Krystal . Zaczęłam uciekać kiedy ta zaczęła mnie gonić z miną 'zabije cie, jak jeszcze raz powiesz imie Sehun'.
Jednak wyszło na to, że obie się śmiałyśmy z samych siebie i zaczęłyśmy zachowywać się jak dzieci. Upadłyśmy razem na trawę.
"Nie powiem nikomu. Możesz mi zaufać" łapiąc oddech spojrzałam w rozmarzone oczy dziewczyny "Przysięgam na mały palec"
"Wierze i bez tego, a on.... jest dla mnie naprawde wyjątkowy"
"To dlaczego z nim nie rozmawiasz?" zapytałam zdziwiona.
"Oszalałaś? Przecież ja nie mam nawet pewności, czy on wie jak mam na imię i że się z nim uczę"
"Proszę cię! Przestań nawet tak mówić!" zakręciłąm oczami "uczycie się ze sobą więc jak mozna nie znać kogoś z kim sie jest w klasie?"
"Uwierz mi... znam go na tyle długo, że wiem do czego jest zdolny. No bo jak można powiedzieć, że George Washington to słynny lekarz?!"
Wybuchnęłam śmiechem "No to wiesz, to jakiś kompletny przychlast musi być" 
"Możliwe, ale dla mnie jednak dziwnie wyjątkowy. Tak po za tym chodźmy pokaże ci, świetną cukiernię" Krystal wstała po czym wyciągnęła ręke w moim kierunku . pomogła mi wstać. Wyszłyśmy z Central Parku i wsiadłyśmy w taksówkę która dowiozła nas pod malutką cukiernię. Tam ulice nawet nie były zatłoczone i mało kto tamtędy przechodził. Jednak jakże spokojna okolica nie zapowiadała właśnie nie przyjemnego spotkania. Kiedy miałyśmy zamiar wejść do środka pomieszczenia w drzwiach ukazała nam się nasza wychowawczyni. Obie się mocno zdziwiłyśmy a Krystal aż pobladła. Zamurowało nas i obie stałyśmy jak wryte.
"O prosze, kogo mu tu mamy!" powiedziała z jadem kobieta. 
"Dz-dzi-dzień d-dobry" wyjąkała Krys starając się uśmiechnąć.
"Wagary widzę się udały, moje panny."
"Bardzo!" głośno pomyślałam. Zupełnie nieświadoma, że to powiedziałam "Znaczy...." nie mogłam do kończyć gdyż wychowawczyni mi przerwała.
"Panno Choi! Pojawiła się pani i od razu zaczęła namawiać do złego panią Jung? Bardzo nie podoba mi się to zachowanie! Obie panny od jutra za kare muszą chodzić na kółko fizyczne po lekcjach!" powiedziała, po czym zlustrowała nas obie z zniesmaczeniem "Dziękuje skończyłam. Miłego dnia" i omijając nas odeszła.
Jeszcze przez kilka chwil stałam z Krystal z rozdziawionymi buziami, lekko zmieszane. Spojrzałyśmy na siebie "Panny?" powiedziałam z dziwnym uśmiechem i po chwili i brunetka zaczęła się śmiać. "Chodźmy stąd lepiej. Nie wiadomo kogo możemy jeszcze spotkać" powiedziała.

O 18 mama miała być pod kawiarnią w której czekałam na nią poprzedniego dnia. Krystal odprowadziła mnie do niej po czym sama wsiadła w autobus i pojechała do domu. Mieszkała bowiem na drugim końcu miasta. Pomimo miło spędzonego dnia miałam lekkie wyrzuty sumienia, że Soojung ma przeze mnie kłopoty. 
Przez okna kawiarni wpadały promienie słońca zostawiając złocistą poświatę. Uśmiechałam się sama do siebie popijając herbatę. W sumie pomimo konsekwencji dzisiejszego dnia chyba nigdy nie zapomnę. Czeka nas kółko z fizyki, ale to chyba drobnostka. 
Doczekałam się przyjazdu mama z którą rozmawiałam jak gdyby nigdy nic. rzekomo przecież byłam w szkole i opowiadałam jej jak to było super na lekcjach. Mimo, że nie lubię jej okłamywać było mi miło popatrzeć jak jest ucieszona, że 'odnajduje' się w nowym środowisku. W drodze do domu zrobiłyśmy niewielkie zakupy na kolacje. Wieczór więc upłynął nam w rodzinnej atmoswerze. 

Na zajutrz po męczących lekcjach ja z przyjaciółką wybrałyśmy się na to karne kółko z fizyki. Szłyśmy na nie przez puste korytarze szkoły do sali na samej górze drażniąc się i wygłupiając. Znalazłyśmy się w końcu pod klasą. Weszłam do niej jako pierwsza.
"Dzień dobry. My przyszłyśmy aby odrobić tu karę za uciecz......" nie dokończyłam. kiedy podniosłam wzrok, pod tablicą nie zobaczyłam nauczyciela a chłopaka. Wysokiego, ze słodkim uśmiechem i z roześmianymi oczami. Nogi lekko się pode mną ugięły  i poczułam jak robi mi się ciepło. Krystal która stała za mną chwyciła mnie za rękę. "Przyszłyśmy tu w ramach kary za ucieczkę z zajęć" dokończyła za mnie a następnie pociągnęła do ławki na końcu klasy...

niedziela, 23 września 2012

Empire State of Love~ Część. IV Krystal.




Podążając wzrokiem za Jane, która kierowała się w stronę łazienek, mogłam stwierdzić, że kolejna awantura się zbliża. Za każdym razem, kiedy przybierała wyraz twarzy wściekłego kota, oznaczało to, że musi załatwić swoje sprawy, niekiedy w sposób zbyt agresywny. Zazwyczaj trzymałam się na uboczu od takich scen, jednak tym razem miałam przeczucie, że muszę zobaczyć, co się dzieje. Tak, więc odłożyłam książki do szafki i ruszyłam za nią i jej wierną, lecz niezwykle przygłupią świtą. Już po kilkunastu sekundach, odkąd Jane weszła do damskiej toalety, wszystkie dziewczyny wybiegły stamtąd w pośpiechu, nie chcąc się narazić naszej strasznej królowie szkoły, zostawiając w środku stado wygłodniałych wilków i jedną małą owieczkę. Z początku jej nie rozpoznałam, jednak po chwili zdałam sobie sprawę, że to była JinRi – dziewczyna, którą poznałam wczoraj na lekcji historii i miałam przemiłą pogawędkę po lekcjach w kawiarni. Zdawało się, że żadna z nich mnie nie zauważyła, a za mną gromadziła się spora liczba uczniów, chcących zobaczyć całe zajście.

Szyderczy uśmiech i jadowity głos Jane dawał do zrozumienia, że nie polubiła ona JinRi, a incydent z ławką pogorszył jeszcze relacje między nimi. Bluzgi i śmiechy unosiły się w powietrzu uniżając godności, JinRi jak i każdego Azjaty w tej szkole, gdyż powszechnie wiadomo było, że uczęszczało do niej kilku Koreańczyków oraz Chińczyków, a Jane wyśmiewała się z jasnej cery JinRi oraz jej ‘skośnych’ oczu. W końcu doszło do momentu, w którym Jane podniosła rękę z zamiarem uderzenia JinRi, ponieważ ta nie reagowała na jej zaczepki, zaskoczona tym, co się działo dookoła. Pod wpływem chwili zatrzymałam dłoń Jane w locie i spojrzałam jej prosto w oczy.

- Nie uważasz, że zaszłaś trochę za daleko?- Usłyszałam własny głos, zszokowana, że postawiłam się osobie, która miała duże poparcie w szkole.- Próbując ośmieszać ją, ośmieszasz samą siebie. Aż tak bardzo ci zależy na tym by ludzie bardziej się z ciebie wyśmiewali? Mówię ci Jane, lepie daj sobie spokój póki masz czas.

Czułam oczy wszystkich na sobie i zdołałam usłyszeć szemranie dotyczące mojej osoby. Serce próbowało wyrwać mi się z piersi i miałam wrażenie, że każdy słyszał jego bicie. Czułam się niezręcznie, jednak wiedziałam, że dobrze zrobiłam i mogłam być dumna z pomocy koleżance, jednak nie spodziewałam się dalszego obrotu spraw. Jedna z przyjaciółek Jane odepchnęła mnie na bok, ale nim cokolwiek zdołała zrobić w środek zamieszania wszedł on. Jego dwaj koledzy zajęli się Jane i jej koleżankami, a on podszedł do mnie i jakby nigdy nic spytał się, czy nic mi nie jest. Jak gdyby nigdy nic kiwnęłam głową i posłałam w jego stronę koleżeński uśmiech, kiedy... Uspokój się. Krystal, uspokój się! Nie daj po sobie poznać jak zdenerwowana jesteś!

Byłam pewna, że pytał tylko z grzeczności, ponieważ mimo, że byłam całkiem znana w szkolnych murach, to jednak nigdy nie miałam okazji z nim porozmawiać. Prosta dziewczyna jak ja, skupiająca się na nauce, która nie chodzi na żadne z imprez, na których on bywa, nie ma szans być zapamiętaną przez taką znakomitość jak Oh SeHoon. Zapewne znał mnie jedynie z widzenia jako, że mieliśmy razem lekcje chemii, a później angielski. Zresztą po co ja się w ogóle przejmowałam; byłam dla niego nikim.

Kątem oka zauważyłam mordercze spojrzenie Jane, więc wolałam wyślizgnąć się z jej pola widzenia. Idąc w stronę klasy, gdzie miałam następną lekcje zauważyłam, że za rękę trzymam JinRi, patrzącą na moją dłoń wokół jej nadgarstka. Speszona, poluzowałam uścisk i poczułam się nieco winna widząc czerwone pręgi na jej mlecznej skórze. Przygryzłam dolną wargę w zamyśleniu i zdołałam wybełkotać przeprosiny, które zawsze ciężko przechodziły mi przez gardło. Nie byłam świadoma tego, że ciągnęłam ją ze sobą przez cały czas, a teraz poczułam się głupio zostawiając JinRi na pastwę losu korytarzowych labiryntów, jednak zrobiłam przed nią z siebie idiotkę i nie miałam ochoty pogrążać się w upokorzeniu.

Kiedy odwróciłam się do niej plecami i zaczęłam iść w swoją stronę, ta mnie zatrzymała. Spoglądając jej prosto w twarz zauważyłam szeroki uśmiech ozdobiony pełnymi ustami oraz te radosne oczy. Tym razem to ona złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą. Do tej pory nie wiem jak ona znalazła drogę, ale po krótkiej chwili znalazłyśmy się za murami szkoły i biegłyśmy w dół ulicy jak najdalej od wszystkiego, co miało miejsce jeszcze kwadrans temu. Chłodny wiatr owiewał nam twarze, sprawiając, że zmęczenie nie spływało na nas podczas biegu, a wręcz przeciwnie, rześkość rozjaśniła mój umysł i poczułam się jak wolny ptak, który opuścił właśnie gniazdo. Nawet troska o zerwanie się z zajęć odeszła precz i pozostała sama radość.

Pewne, że jesteśmy daleko od ponurego budynku zaczęłyśmy rozglądać się po betonowej dżungli, próbując rozpoznać okolicę, w której się znalazłyśmy.

- Skoro i tak uciekłyśmy, to może oprowadzisz mnie po Nowym Yorku? Nie znam tutaj za wielu miejsc.

Brakło mi tchu, więc zdołałam jedynie kiwnąć głową w odpowiedzi. Nie potrafiłam dociec, co się stało, że złamałam tyle zasad, które sobie określiłam i przestrzegałam od małego ale wiedziałam, że doznam czegoś nowego i może to pomoże odpowiedzieć mi na dręcząc mnie pytania.

czwartek, 20 września 2012

Empire State of Love~ Część. III Sulli.





        Zadzwonił budzik. W powietrzu wisiał zapach śniadania. Zczłapałam się więc z łóżka, wzięłam szybki prysznic i zeszłam na dół. Dziś bowiem czekał na mnie pierwszy dzień w nowej szkole. Nie chce się o nic martwić, wszystko będzie dobrze.

"Sulli! Szybciutko. Jedź, ubieraj się i podwiozę cię do szkoły. Ale to szybko, naprawdę" mama biegała po całym domu, szukając czegoś, jakby była zaspana i lekko poddenerwowana.
"Yhym" mruknęłam. "A Aleksander nie może mnie zawieść?"
"Oh pzrestań. Aleksander jest już w pracy. Naparwdę pośpiesz się bo za niedługo będą poważne korki" twarz mamy wydawała się być bez wyrazu, ale mimo to wiedziałam, że po prostu musiała wstać lewą nogą. Odkąd pamiętam rano zazwyczaj obdarzała mnie czułym uśmiechem.
"Dobrze, już się streszczam" powiedziałam pogodnym głosem i z grzanką w buzi pobiegłam na górę aby ubrać się u wziąć wszystkie potrzebne mi rzeczy. Stertę kolorowych podręczników wrzuciłam do torby i szukająć planu lekcji w kieszeniach jej zbiegłam spowrotem na dół.
"gotowa!" krzyknęłam
"Bosko, chodź więc skarbie, w takim razie jedziemy"~

Poczułam się lepiej słysząc słowo 'skarbie'. Tak drobna rzecz a jednak może mnie rozweselić, szczególnie po tym jak od kilku miesięcy zupełnie nie słyszałam takich słów. Nie rozmawiałam z mamą przez drogę, z regóły nie lubie rozmawiać jadąć.
Kilkanaście minut później dotarliśmy na miejsce.

"Już? To tutaj? Hm, w takim razie dzięki mamo..."
"Tak, Przyjadę po Ciebie o 18 więc kilka godzinek możesz na mnie poczekać w tej kawiarence w której  byliśmy wczoraj. Trzymaj się Sulli. Będzie dobrze ;)" pocałowała mnie w głowę i wysiadłam z samochodu.

Stanęłam przed budynkiem szkoły. Wyglądała jak betonowy klocek z dużymi oknami. Przed nią na dziedzińcu znajdowała się niewielka fontanna i pomnik jakiejś postaci. Tak czy inaczej ta szkoła nie wygladała na specjalnie przyjazną. Niepewnie ruszyłam przed siebie. Z każdym kolejnym krokiem czułam na sobie coraz więcej spojrzeń. Rozglądałam sie do okoła i od razu mogłam stwierdzić, że w szkole panuję podział jak to w każdej szkole z Amerykańskiego filmu, czyli bezmózgie divy, przeciętnie udzielajace się dziewczyny, kujonki, chłopcy grający z baesball, czyli 'najlepsze' ciacha w szkole i chłopcy przeciętni nie wspominając o tym "gatunku matmo-maniaków". To jednak inny świat. Weszłam do budynku i nie udolnie zaczęłam szukać sekretariatu aby załatwić wszystkie formalności a następnie klasy w której miałam pierwszą lekcje. Nie ukrywając to był dla mnie zupełnie coś krępującego no bo w końcu zostałam rzucona od razu na głęboką wodę. Moje ręce lekko drżały a ślina ciężko przechodziła mi przez gardło, koreański brał górę i wydawało mi się jakbym angielski słyszała pierwszy raz w życiu mimo to udało mi się wszystko załatwić. Mój oddech stawał się coraz cięższy i czułam lekki dyskomfort. Usiadłam na schodach przed klasą w której miałam lekcje i czekałam na dzwonek. Obserwowała mnie grupa dziewczyn. Cały czas słyszałam teksty typu "to ta nowa", "kolejna żółta  w klasie..." i "myślałam, że końcu do naszej klasy trafi ktoś na naszym poziomie, ale znowu się zawiodłam..." nie było mi przykro, świadczyło to tylko o nieojrzałości mojej nowej klasy. Mimo to moją uwagę przykóła dziewczyna siedzące na przeciwko mnie na podłodze, o słodkim uśmiechu. Również była azjatką jak zdązyłąm zaóważyć. Wewnątrz poczułam, że musi być naprawdę uroczą osobą. Delikatnie falowane brązowe włosy opadały na jej bladą twarz. Uśmiechnęłam się sama do siebie i w  tym samym czasie zadzwonił dzwonek. Szybko wstałam, weszłam do klasy i zaczęłam kierować się na jedną z ostatnich ławek. Usiadłam i podeszła do mnie dziewczyna, która kilka minut wcześniej obcinała mnie od góry do dołu.
"Ej ej, nowa.... chyba nie wiesz, że ta ławka jest zarezerwowana dla nas wiec, spadaj...." mlasnęła guma do żucia a jej koleżanka stojąca obok zaśmiała się niczym zarzynana świnia. Zniesmaczona wstałam odsuwając się do tułu. Poczułam się gorzej. I nagle ktoś złapał mnie za przedramię, odwróciłam się i zobaczyłam śliczną twarz azjatki, którą obserwowałam na korytarzu.

"Możesz uśąść ze mną" powiedziała słodko po czym przyciągnęła mnie do swojej ławki. Uśmiechnęłam się delikatnie siadając obok niej.
" Soojung Jung, w skrócie Krystal, miło mi Cię poznać" zobaczyłam jej wyciągniętą dłoń w moim kierunku.
"Sulli... znaczy.... Jinri Choi." zawstydziłam się nieco i zaczęłam się plątać "Mi..... również miło..."

Błyszczące oczy Krystal, z którą własnie się poznałam były dla mnie zupełnie magiczne. Wydawało mi się, że gdybym patrzyła w nie cały czas mogłabym zobaczyć coś niezwykłego. To naprawdę urzekające... lekko się zarumieniłam i opuszczając lekko wzrok.
Do klasy weszłam nauczycielka. Wędrując po klasie wzrokiem stanęła na swoim podeście. Wszyscy ucichli. Była to dosyć stara kobieta w okularach z czerwonymi oprawkami. Chwilę wpatrywała się w swoje papiery i potem znowu przeleciała wzrokiem po klasie zatrzymując go na mnie po czym skrzeczliwym głosem wykrzyczała:

"CHOI JINRI!" wstałam niepewnie a nauczycielka zlustrowała mnie jak tamta dziewczyna. Spojrzenia wszystkich uczniów w klasie spoczęły w tej chwili na mnie."Więc doskonale. Mamy nowa uczennice. Miło cię poznać. Możesz usiąść" wypowiedziała to w szybkim tempie jakby z kartki i od razu zajęła się lekcją.
Lekko zmieszana sytuacją usiadłam. Inni uczniwie nadal się na mnie patrzyli.
Krystal siedząca obok mnie zajęła się powtarzaniem notatek z ostatniej lekcji. Ja natomiast nie za bardzo wiedziałam co mam robić. Całą lekcję rozmyślałam o niebeiskich migdałach a kiedy zadzwonił dzwonek a moja urocza koleżanka zniknęła i znowu zostałam sama i tak było przez 7 kolejnych lekcji, które spędziłam z nią tylko wtedy kiedy byłyśmy w klasie a dziewczyna ta niesamowinie mnie poruszyła. Urzekła mnie, była taka naturalna. Może......... z resztą sama nie wiem, ale gdybym była chłopcem byłabym w stanie się w niej zakochać a w tej chwili czułam, że bardzo chce się z nia zaprzyjaźnić.

Lekcje dobiegły końca. Moje znużenie było niemal ogromne. Czekałam na te ostatnie sekundy ostatniej lekcji ~ Szybkim krokiem wyszłam ze szkoły. Mijając grupki przyjaciół poczułam lekką pustkę jednak mimo to specjalnie się tym nie przejmowałam to dopiero 1 dzień a moja nowa klasa nie jest wcale przyjaźnie nastawiona.
Opuszczając bramy szkoły  zwolniłam i zaczęłam kierować się w stronę kawiarenki która znajdowałą sie 2 ulice dalej. Drogę pamiętałam z wczoraj jednak miałam dziwne wrażenie, że szłam 4 razy wolniej. Jakby czas TUTAJ ogólnie płyną wolniej........
Popchnęłam kolorowe drzwi od pomieszczenia, dzwoneczek zawieszony przy drzwiach wydał słodki dźwięk. Wzrokiem zaczęłam szukać wolnego stolika i znalazłam jeden w kącie przy samym oknie. Zamówiając capuccino i  ciastko wyciagnęłam kilka zeszytów i książek żeby chodź troche przyswoić to co było na dzisiejszych lekcjach.
Zapatrzona w strony książek, kilka minut później usłyszałam szmer osoby która własnie podeszła do mojego stolika. Myślałam, że to kolnerka przyniosła moje zamówienie jednak kiedy podniosłam głowę i zobaczyłam Krystal. Twarz zlała mi się rumieńcem.
"Cześć. Czy mogę się dosiąść?" zapytała a w ręku trzymała małego słodkiego misia.
"Tak, Oczywiście...." zabrałam wszystkie ksiązki ze stolika i nadal nie mogłam uwieżyć w końcu będe miała okazje z nią porozmawiać.
"Jeżeli czegoś nie rozumiesz chętnie ci wytłumaczę" uśmiechnęła się "kiedy ja się tu przeniosłam też kilka miesięcy czułam się nieswojo, ale potem wszystko nabrało rutynowego rytmu, odnajdziesz się, zobaczysz" była naprawdę miła, miała taki spokojny głos.
"dziękuje, w przyszłości na pewno skorzystam z twojej pomocy" odwzajemniałm uśmiech. starałam się z nią naturalnie rozmawiać, ale jednak coś mnie blokowało.
Mimo to, po kilku minutach zaczęłyśmy rozmawiać jakbyśmy się znały bardzo długo. Mam nadzieję, że to poprowadzi nas do silnej więzi.........

czwartek, 30 sierpnia 2012

Empire State of Love~ Część II. Krystal.




       Obudził mnie dźwięk nadchodzącej rozmowy. Leniwie przetarłam zaspane oczy i odebrałam połączenie. Na pulpicie wyskoczyło okienko kamerki internetowej, w którym ukazała się moja złowieszczy-blond siostra. Jak zwykle włosy ułożone w nienaganne loki i profesjonalnie zrobiony makijaż były ważniejsze niż ja. Niewinny uśmiech i radosne oczy posłane zostały w moją stronę.
- Krystal, tak bardzo przepraszam... Co ty masz na twarzy?
Zerknęłam do lusterka wiszącego na ścianie obok ale nie zdołałam czegokolwiek dostrzec. Była druga w nocy, a w pokoju panowała ciemność, gdyż światło było zgaszone. Wstałam by nacisnąć przełącznik i podeszłam do lustra, moje oczy zmrużone z powodu nagłej jasności, która rozświetliła pokój. Na policzkach odcisnęły mi się klawisze klawiatury, której użyłam jako poduszki. Dla mnie osobiście nie robiło to zbytniego wrażenia, jednak moja siostra jako osoba, która bardzo dbała o swój wizerunek, mogła być nieco zniesmaczona.
- Wiesz która godzina? Miałaś zadzwonić trzy godziny temu. Ja nadal muszę iść rano do szkoły.
Z powrotem zajęłam miejsce przed ekranem i spojrzałam na nią wzrokiem, co miał wyglądać srogo (za pewne tylko w mojej wyobraźni). Byłam zbyt zmęczona by się z nią kłócić, jednak czekałam na tą rozmowę od dawna. Brakowało mi obecności Jessici, jako osoby, której mogłam cokolwiek powiedzieć. Chciałam z nią przedyskutować kilka spraw, jednakże jej brak subordynacji zabrał mi najmniejszą ochotę na zabawę z moją dziecinną, starszą siostrą.
By nie sprawić jej zbytniej przykrości, dopowiedziałam kilka słów skruchy i wyłączyłam laptopa. Ciało odmawiało mi posłuszeństwa, kiedy wstawałam z krzesła, jęcząc przy tym gorzej niż własny dziadek. Pomimo tej trudności doczłapałam się do łóżka i ułożyłam głowę na miękkich poduszkach, czując ciepło przyjemnego w dotyku koca. Dreszcz przeszedł mi po plecach, kiedy przez otwarte okno wleciał chłodny podmuch powietrza. Mimo, iż dni stawały się cieplejsze, to jednak noce wciąż pozostawały zimne, a ja nie miałam najmniejszego zamiaru zamykać okna. Mogłam w takich chwilach wyobrazić sobie, że jest ktoś, kto zechce ochronić mnie przed chłodem i nieszczęściami tego świata; ktoś, kto szepnie 'dobranoc', kiedy będę zasypiać.
Rano hałaśliwy budzik wybudził mnie z upojnego snu. Odrętwiała i jeszcze zupełnie nie wybudzona, patrzyłam się prosto przed siebie, jednak tykanie zegara nie pozwoliło mi pozostać w tym stanie chwilę dłużej. Zapowiadał się kolejny pracowity dzień w szkole, którego nie mogłam wziąć lekką ręką, jak to robili niektórzy. Moim piorytetem było dostanie zadowalajączych mnie, nauczyciela, a przede wszystkim rodziców ocen.
Wraz z dzwonkiem byłam w klasie, na swoim miejscu z przygotowanym zeszytem do notatek, skupiona na tablicy. Kolejne to osoby przechodziły obok, witając się ze mną, a ja odpowiadałam uśmiechem i niekiedy lekkim machnięciem ręki. Nim przyszedł nauczyciel, zdążyłam zamienić kilka słów z dziewczyną, z którą dzieliłam ławkę, rozmawiając o nadchodzącym dniu talentów. Nic ani nikt nie potrafił uśpić mojej czujności, tak jak on to robił.
Przechodząc przez klasę do swojej ławki, nie zaszczycił mnie pojedyńczym spojrzeniem. Nie oczekiwałam niczego innego od niego jako, że było to niemożliwe, by ktoś taki jak on zainteresował się kimś takim jak ja, biorąc pod uwagę to, że nie mogłam pozwolić sobie na żadne zbędne romansowanie, potwierdzając to faktem, że miłość to tylko strata czasu.
Tyle razy widziałam Jessicę z miską lodów, oglądającą telenowele siedząc na kanapie po każdym nieudanym związku. Teraz, gdy była za granicą, studiując, byłam pewna, że w każdą wolną noc wychodziła by 'wyłowić' nowego przystojniaka z tłumu. Także moje koleżanki z klasy zżalały się na moim ramieniu, jakie to
bolesne, kiedy ktoś je odrzuca. Dlatego też postanowiłam sobie nie zakochiwać się. Za późno. Jak miałam jedenaście lat, to poznałam chłopca, ktory był ze mną na obozie letnim i od tamtej pory moje serce zaczyna lekko wariować na jego widok. Ale to tylko głupie zauroczenie, które powinno przejść niedługo, mimo że trwa już sześć lat.

środa, 22 sierpnia 2012

Empire State of Love~ Część I. Sulli.







                                                                                                   Nowy York. 7.04.2005r.

                     Droga Sulli.

     Kochanie, po pierwsze to bardzo Cię kocham i bardzo za Tobą tęsknie. Cóż, jestem w stanach dopiero 4 miesiące a w pracy już dostałam awans. Szefowej bardzo podobają się moje projekty. Z moim awansem wiąże się jednak pewna rzecz, a mianowicie to, że musze zostać tutaj na stałe. Podjęłam decyzje i oczywiście zgodziłam się.
Nie chcę żebyś obciążała ojca więc pragnę abyś się do mnie przeprowadziła i zamieszkała ze mną, tutaj w Nowym Yorku.
Nie bądź na mnie zła, że tak nagle Ci o tym piszę, że ale takie rozwiązanie będzie najlepsze więc już w następnym tygodniu masz zarezerwowany lot ;)
Nie mogę się już doczekać aż Cię zobaczę, więc czekam na Twój przylot z niecierpliwością.

                                                                                              Twoja kochająca matka~

PS. Zapomniałam wspomnieć, że poznałam genialnego faceta- również jest Koreańczykiem więc w krótce go poznasz. Jeszcze raz, kocham Cię!


~~

Czekając na lotnisku na mamę myślałam dlaczego to wszystko dzieje się tak szybko. Jeszcze 5 miesięcy temu byliśmy szczęśliwą rodziną, kochającą się i mieszkającą razem w Seulu. Chwilę potem rodzice się rozwiedli, mama wyjechała i ma teraz nowego faceta a teraz i ja opuszczam tatę. To przybijające.
Zmiana otoczenia na pewno dobrze mi zrobi, jednak czuję się obco. Jakbym w ogóle nie była częścią tego świata.
Wyciągnęłam z torby tabletki przeciwbólowe i połknęłam kilka aby załagodzić bół głowy, który również towarzyszył moim myślom. Odetchnęłam. Jak będzie tak będzie bo im dłużej się nad tym zastanawiam tym mocniej czułam, że wcale nie będzie tak pięknie.
Spuściłam wzrok wpatrując się w czubki moich butów. Nagle podeszła do mnie elegancko ubrana postać. Podciosłam głowę i ujżałam dosyć przystojnego mężczyzne ok czterdziestki.
"JinRi?" usłyszałam jego uprzejmy ton głosu, jednak nadal byłam lekko zaskoczona.
"Eeem... Tak..." odpowiedziałam nieśmiało.
"Doskonale. Miło mi cię poznać. Nazywam się Alexander i... twoja mama poprosiła mnie abym cię odebrał bo ona utknęła w pracy" uśmiechnął się podając mi ręke abym wstała po czym wziął moje bagaże. Nieśmiało ruszyłam za mężczyzną.
"Masz ochote pozwiedzać miasto czy chciałabyś odpocząć? Mama będzie dopiero wieczorem więc pomyślałem, że moglibyśmy zjeść obiad w jakiejś restauracji aby lepiej się poznać. Hyorin mówiła, że napewno się polubimy. W sumie... ogólnie dużo mi o tobie opowiadała" wsiedliśmy do samochodu, a ja sobie dopiero uśmiadomiłam 'boże, to facet mamy!'. Ruszyliśmy.
"Hm... w sumie wolałabym troche odpocząć. To bardzo miłe z... pana strony, ale wolałabym poczekać aż mama wróci" odpowiedziałam po krótkim zastanowieniu spokojnie ale wewnątrz mnie emocje mnie wręcz zjadały.
"w porządku, nie ma sprawy" odpowiedział lekko się uśmiechając po czym i ja lekko się do niego uśmiechnęłam.

Zatłoczone ulice Nowego Yorku przyprawiały mnie o lekkie dreszcze. Wysokie budynki, ludzie wygladający jakby czas dla nich stanął w miejscu a ich oczy wydawały się jakby utrzymywały ich całe emocje na wodzy. Wszystko było takie inne, takie bezuczuciowe. Ociekające monotonią. Westchnęłam opierając głowę o szybę samochodu.
"Nie przejmuj się, szybko się zaklimatyzujesz" ponownie usłyszałam głos Aleksandra.
"Mam taką nadzieję" wymamrotałam prawie że do siebie.
Przez reszte drogi panowała między nami cisza. Cóż... nie spodziewałam się, że nowy facet mamy jest taki miły. Mimo, że znamy sie kilkanaście minut nie sprawia wrażenia jakiegoś bufona z kupą kasy lub darmozjada jacy to zazwyczaj są ci 'nowi faceci'. Dotarliśmy w końcu do, mogę już chyba powiedzieć- "naszego" domu na obrzeżach miasta. W kolorze jasnego błękitu z marmurowymi szarymi schodkami. Dom jak każdej przeciętnej rodziny. Jednak po wejściu do środka zamurowało mnie. Nigdy nie widziałam piękniej urządzonego domu. Nowoczesność połączona ze stylem wiktoriańskim. Widać od razu, że fetysz mamy na ten styl w końcu mógł się spełnić bo w Seulu tata nie godził się na takie 'widzi-mi-się'. Tym bardziej, że nie mieliśmy jakoś super dużo pieniędzy.
"Na górze, trzeci pokój od lewej jest dla ciebie. Obok jest twoja łazienka. Wszystko tam jest przygotowane specjalnie dla ciebie"
Rozglądając się jeszcze po pomieszczeniach powoli weszłam na górę. Widząc swój pokój uśmiech sam pojawił mi się na twarzy. Padłam na łóżko z baldahimem na którym znajdowało się dziesiątki malutkich kolorowych poduszek. Przez chwilę zapomniałam o moich wszystkich obawach. i ponownie uśmiechnęłam się sama do siebie. Światło wpadajace po pokoju zostawiało różowa poświatę, wiatr na zewnątrz delikatnie poruszał konary drzew. Zapatrzona, chwilę później postanowiłam wziąć prysznic. Kropelki ciepłej wody opływające moje ciało dały mi chwilę ukojenia. Jednak nie miałam już siły rozmyślać nad niczym.
Kiedy już się dostatecznie ogarnęłam i odpoczęłam zwiedzałam dom i pobliskie okolice aż do powortu mamy.

"JinRi!. Gdzie jest moja Sulli!?" wykrzyczała kobieta kiedy tylko przekroczuła próg domu.
Słysząc jej głos w swoim pokoju, szybko zbiegłam na dół. Serduszko biło mi 3 razy bardziej kiedy ujrzałam szczupłą sylwetke mamy.
"MAMA!" krzyknęłam i rzuciłam jej sie na szyję "Mama, tęskniłam..."
"Ja też, bardzo, ale nawet nie wiesz jak się cieszę, że jesteś tu ze mną" powiedziaął rozczulajacym głosem "przez te 4 miesiące stałaś się jeszcze bardziej słodsza"
Lekko się zarumieniłam a Aleksander rzucił na nas równie rozczulające spojrzenie.
"To jak, idziemy na naleśniki d o naszej ulubionej kawiarenki?" Łapiąc mnie za ręke, rzuciła spojrzenie na Aleksandra.
"Jak sobie życzysz" uśmiechnął się obejmując mame.

Wieczór spędziliśmy razem bardzo miło. Razmawialiśmy spacerując po ulicach Nowego Yorku. Kolorowe neony rozświetlały nam twarze a ja czułam jakby było właśnie idealnie. Szkoda tylko, że Aleksander nie jest tatą jednak mimo to uśmiech z twarzy mi nie zchodził. Cieszę się w 100% ze szczęścia mamy. Jest ona w końcu dla mnie  niczym przyjaciółka. Patrząc na jej błyszczące oczy mam wrażenie, że to, że tu jestem teraz z nią to nie jest przypadek. Tak miało być ? Chyba tak. Jeżeli to miejsce to barama do szczęścia nic nie będzie w stanie nam tego zepsuć.