niedziela, 23 września 2012

Empire State of Love~ Część. IV Krystal.




Podążając wzrokiem za Jane, która kierowała się w stronę łazienek, mogłam stwierdzić, że kolejna awantura się zbliża. Za każdym razem, kiedy przybierała wyraz twarzy wściekłego kota, oznaczało to, że musi załatwić swoje sprawy, niekiedy w sposób zbyt agresywny. Zazwyczaj trzymałam się na uboczu od takich scen, jednak tym razem miałam przeczucie, że muszę zobaczyć, co się dzieje. Tak, więc odłożyłam książki do szafki i ruszyłam za nią i jej wierną, lecz niezwykle przygłupią świtą. Już po kilkunastu sekundach, odkąd Jane weszła do damskiej toalety, wszystkie dziewczyny wybiegły stamtąd w pośpiechu, nie chcąc się narazić naszej strasznej królowie szkoły, zostawiając w środku stado wygłodniałych wilków i jedną małą owieczkę. Z początku jej nie rozpoznałam, jednak po chwili zdałam sobie sprawę, że to była JinRi – dziewczyna, którą poznałam wczoraj na lekcji historii i miałam przemiłą pogawędkę po lekcjach w kawiarni. Zdawało się, że żadna z nich mnie nie zauważyła, a za mną gromadziła się spora liczba uczniów, chcących zobaczyć całe zajście.

Szyderczy uśmiech i jadowity głos Jane dawał do zrozumienia, że nie polubiła ona JinRi, a incydent z ławką pogorszył jeszcze relacje między nimi. Bluzgi i śmiechy unosiły się w powietrzu uniżając godności, JinRi jak i każdego Azjaty w tej szkole, gdyż powszechnie wiadomo było, że uczęszczało do niej kilku Koreańczyków oraz Chińczyków, a Jane wyśmiewała się z jasnej cery JinRi oraz jej ‘skośnych’ oczu. W końcu doszło do momentu, w którym Jane podniosła rękę z zamiarem uderzenia JinRi, ponieważ ta nie reagowała na jej zaczepki, zaskoczona tym, co się działo dookoła. Pod wpływem chwili zatrzymałam dłoń Jane w locie i spojrzałam jej prosto w oczy.

- Nie uważasz, że zaszłaś trochę za daleko?- Usłyszałam własny głos, zszokowana, że postawiłam się osobie, która miała duże poparcie w szkole.- Próbując ośmieszać ją, ośmieszasz samą siebie. Aż tak bardzo ci zależy na tym by ludzie bardziej się z ciebie wyśmiewali? Mówię ci Jane, lepie daj sobie spokój póki masz czas.

Czułam oczy wszystkich na sobie i zdołałam usłyszeć szemranie dotyczące mojej osoby. Serce próbowało wyrwać mi się z piersi i miałam wrażenie, że każdy słyszał jego bicie. Czułam się niezręcznie, jednak wiedziałam, że dobrze zrobiłam i mogłam być dumna z pomocy koleżance, jednak nie spodziewałam się dalszego obrotu spraw. Jedna z przyjaciółek Jane odepchnęła mnie na bok, ale nim cokolwiek zdołała zrobić w środek zamieszania wszedł on. Jego dwaj koledzy zajęli się Jane i jej koleżankami, a on podszedł do mnie i jakby nigdy nic spytał się, czy nic mi nie jest. Jak gdyby nigdy nic kiwnęłam głową i posłałam w jego stronę koleżeński uśmiech, kiedy... Uspokój się. Krystal, uspokój się! Nie daj po sobie poznać jak zdenerwowana jesteś!

Byłam pewna, że pytał tylko z grzeczności, ponieważ mimo, że byłam całkiem znana w szkolnych murach, to jednak nigdy nie miałam okazji z nim porozmawiać. Prosta dziewczyna jak ja, skupiająca się na nauce, która nie chodzi na żadne z imprez, na których on bywa, nie ma szans być zapamiętaną przez taką znakomitość jak Oh SeHoon. Zapewne znał mnie jedynie z widzenia jako, że mieliśmy razem lekcje chemii, a później angielski. Zresztą po co ja się w ogóle przejmowałam; byłam dla niego nikim.

Kątem oka zauważyłam mordercze spojrzenie Jane, więc wolałam wyślizgnąć się z jej pola widzenia. Idąc w stronę klasy, gdzie miałam następną lekcje zauważyłam, że za rękę trzymam JinRi, patrzącą na moją dłoń wokół jej nadgarstka. Speszona, poluzowałam uścisk i poczułam się nieco winna widząc czerwone pręgi na jej mlecznej skórze. Przygryzłam dolną wargę w zamyśleniu i zdołałam wybełkotać przeprosiny, które zawsze ciężko przechodziły mi przez gardło. Nie byłam świadoma tego, że ciągnęłam ją ze sobą przez cały czas, a teraz poczułam się głupio zostawiając JinRi na pastwę losu korytarzowych labiryntów, jednak zrobiłam przed nią z siebie idiotkę i nie miałam ochoty pogrążać się w upokorzeniu.

Kiedy odwróciłam się do niej plecami i zaczęłam iść w swoją stronę, ta mnie zatrzymała. Spoglądając jej prosto w twarz zauważyłam szeroki uśmiech ozdobiony pełnymi ustami oraz te radosne oczy. Tym razem to ona złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą. Do tej pory nie wiem jak ona znalazła drogę, ale po krótkiej chwili znalazłyśmy się za murami szkoły i biegłyśmy w dół ulicy jak najdalej od wszystkiego, co miało miejsce jeszcze kwadrans temu. Chłodny wiatr owiewał nam twarze, sprawiając, że zmęczenie nie spływało na nas podczas biegu, a wręcz przeciwnie, rześkość rozjaśniła mój umysł i poczułam się jak wolny ptak, który opuścił właśnie gniazdo. Nawet troska o zerwanie się z zajęć odeszła precz i pozostała sama radość.

Pewne, że jesteśmy daleko od ponurego budynku zaczęłyśmy rozglądać się po betonowej dżungli, próbując rozpoznać okolicę, w której się znalazłyśmy.

- Skoro i tak uciekłyśmy, to może oprowadzisz mnie po Nowym Yorku? Nie znam tutaj za wielu miejsc.

Brakło mi tchu, więc zdołałam jedynie kiwnąć głową w odpowiedzi. Nie potrafiłam dociec, co się stało, że złamałam tyle zasad, które sobie określiłam i przestrzegałam od małego ale wiedziałam, że doznam czegoś nowego i może to pomoże odpowiedzieć mi na dręcząc mnie pytania.

czwartek, 20 września 2012

Empire State of Love~ Część. III Sulli.





        Zadzwonił budzik. W powietrzu wisiał zapach śniadania. Zczłapałam się więc z łóżka, wzięłam szybki prysznic i zeszłam na dół. Dziś bowiem czekał na mnie pierwszy dzień w nowej szkole. Nie chce się o nic martwić, wszystko będzie dobrze.

"Sulli! Szybciutko. Jedź, ubieraj się i podwiozę cię do szkoły. Ale to szybko, naprawdę" mama biegała po całym domu, szukając czegoś, jakby była zaspana i lekko poddenerwowana.
"Yhym" mruknęłam. "A Aleksander nie może mnie zawieść?"
"Oh pzrestań. Aleksander jest już w pracy. Naparwdę pośpiesz się bo za niedługo będą poważne korki" twarz mamy wydawała się być bez wyrazu, ale mimo to wiedziałam, że po prostu musiała wstać lewą nogą. Odkąd pamiętam rano zazwyczaj obdarzała mnie czułym uśmiechem.
"Dobrze, już się streszczam" powiedziałam pogodnym głosem i z grzanką w buzi pobiegłam na górę aby ubrać się u wziąć wszystkie potrzebne mi rzeczy. Stertę kolorowych podręczników wrzuciłam do torby i szukająć planu lekcji w kieszeniach jej zbiegłam spowrotem na dół.
"gotowa!" krzyknęłam
"Bosko, chodź więc skarbie, w takim razie jedziemy"~

Poczułam się lepiej słysząc słowo 'skarbie'. Tak drobna rzecz a jednak może mnie rozweselić, szczególnie po tym jak od kilku miesięcy zupełnie nie słyszałam takich słów. Nie rozmawiałam z mamą przez drogę, z regóły nie lubie rozmawiać jadąć.
Kilkanaście minut później dotarliśmy na miejsce.

"Już? To tutaj? Hm, w takim razie dzięki mamo..."
"Tak, Przyjadę po Ciebie o 18 więc kilka godzinek możesz na mnie poczekać w tej kawiarence w której  byliśmy wczoraj. Trzymaj się Sulli. Będzie dobrze ;)" pocałowała mnie w głowę i wysiadłam z samochodu.

Stanęłam przed budynkiem szkoły. Wyglądała jak betonowy klocek z dużymi oknami. Przed nią na dziedzińcu znajdowała się niewielka fontanna i pomnik jakiejś postaci. Tak czy inaczej ta szkoła nie wygladała na specjalnie przyjazną. Niepewnie ruszyłam przed siebie. Z każdym kolejnym krokiem czułam na sobie coraz więcej spojrzeń. Rozglądałam sie do okoła i od razu mogłam stwierdzić, że w szkole panuję podział jak to w każdej szkole z Amerykańskiego filmu, czyli bezmózgie divy, przeciętnie udzielajace się dziewczyny, kujonki, chłopcy grający z baesball, czyli 'najlepsze' ciacha w szkole i chłopcy przeciętni nie wspominając o tym "gatunku matmo-maniaków". To jednak inny świat. Weszłam do budynku i nie udolnie zaczęłam szukać sekretariatu aby załatwić wszystkie formalności a następnie klasy w której miałam pierwszą lekcje. Nie ukrywając to był dla mnie zupełnie coś krępującego no bo w końcu zostałam rzucona od razu na głęboką wodę. Moje ręce lekko drżały a ślina ciężko przechodziła mi przez gardło, koreański brał górę i wydawało mi się jakbym angielski słyszała pierwszy raz w życiu mimo to udało mi się wszystko załatwić. Mój oddech stawał się coraz cięższy i czułam lekki dyskomfort. Usiadłam na schodach przed klasą w której miałam lekcje i czekałam na dzwonek. Obserwowała mnie grupa dziewczyn. Cały czas słyszałam teksty typu "to ta nowa", "kolejna żółta  w klasie..." i "myślałam, że końcu do naszej klasy trafi ktoś na naszym poziomie, ale znowu się zawiodłam..." nie było mi przykro, świadczyło to tylko o nieojrzałości mojej nowej klasy. Mimo to moją uwagę przykóła dziewczyna siedzące na przeciwko mnie na podłodze, o słodkim uśmiechu. Również była azjatką jak zdązyłąm zaóważyć. Wewnątrz poczułam, że musi być naprawdę uroczą osobą. Delikatnie falowane brązowe włosy opadały na jej bladą twarz. Uśmiechnęłam się sama do siebie i w  tym samym czasie zadzwonił dzwonek. Szybko wstałam, weszłam do klasy i zaczęłam kierować się na jedną z ostatnich ławek. Usiadłam i podeszła do mnie dziewczyna, która kilka minut wcześniej obcinała mnie od góry do dołu.
"Ej ej, nowa.... chyba nie wiesz, że ta ławka jest zarezerwowana dla nas wiec, spadaj...." mlasnęła guma do żucia a jej koleżanka stojąca obok zaśmiała się niczym zarzynana świnia. Zniesmaczona wstałam odsuwając się do tułu. Poczułam się gorzej. I nagle ktoś złapał mnie za przedramię, odwróciłam się i zobaczyłam śliczną twarz azjatki, którą obserwowałam na korytarzu.

"Możesz uśąść ze mną" powiedziała słodko po czym przyciągnęła mnie do swojej ławki. Uśmiechnęłam się delikatnie siadając obok niej.
" Soojung Jung, w skrócie Krystal, miło mi Cię poznać" zobaczyłam jej wyciągniętą dłoń w moim kierunku.
"Sulli... znaczy.... Jinri Choi." zawstydziłam się nieco i zaczęłam się plątać "Mi..... również miło..."

Błyszczące oczy Krystal, z którą własnie się poznałam były dla mnie zupełnie magiczne. Wydawało mi się, że gdybym patrzyła w nie cały czas mogłabym zobaczyć coś niezwykłego. To naprawdę urzekające... lekko się zarumieniłam i opuszczając lekko wzrok.
Do klasy weszłam nauczycielka. Wędrując po klasie wzrokiem stanęła na swoim podeście. Wszyscy ucichli. Była to dosyć stara kobieta w okularach z czerwonymi oprawkami. Chwilę wpatrywała się w swoje papiery i potem znowu przeleciała wzrokiem po klasie zatrzymując go na mnie po czym skrzeczliwym głosem wykrzyczała:

"CHOI JINRI!" wstałam niepewnie a nauczycielka zlustrowała mnie jak tamta dziewczyna. Spojrzenia wszystkich uczniów w klasie spoczęły w tej chwili na mnie."Więc doskonale. Mamy nowa uczennice. Miło cię poznać. Możesz usiąść" wypowiedziała to w szybkim tempie jakby z kartki i od razu zajęła się lekcją.
Lekko zmieszana sytuacją usiadłam. Inni uczniwie nadal się na mnie patrzyli.
Krystal siedząca obok mnie zajęła się powtarzaniem notatek z ostatniej lekcji. Ja natomiast nie za bardzo wiedziałam co mam robić. Całą lekcję rozmyślałam o niebeiskich migdałach a kiedy zadzwonił dzwonek a moja urocza koleżanka zniknęła i znowu zostałam sama i tak było przez 7 kolejnych lekcji, które spędziłam z nią tylko wtedy kiedy byłyśmy w klasie a dziewczyna ta niesamowinie mnie poruszyła. Urzekła mnie, była taka naturalna. Może......... z resztą sama nie wiem, ale gdybym była chłopcem byłabym w stanie się w niej zakochać a w tej chwili czułam, że bardzo chce się z nia zaprzyjaźnić.

Lekcje dobiegły końca. Moje znużenie było niemal ogromne. Czekałam na te ostatnie sekundy ostatniej lekcji ~ Szybkim krokiem wyszłam ze szkoły. Mijając grupki przyjaciół poczułam lekką pustkę jednak mimo to specjalnie się tym nie przejmowałam to dopiero 1 dzień a moja nowa klasa nie jest wcale przyjaźnie nastawiona.
Opuszczając bramy szkoły  zwolniłam i zaczęłam kierować się w stronę kawiarenki która znajdowałą sie 2 ulice dalej. Drogę pamiętałam z wczoraj jednak miałam dziwne wrażenie, że szłam 4 razy wolniej. Jakby czas TUTAJ ogólnie płyną wolniej........
Popchnęłam kolorowe drzwi od pomieszczenia, dzwoneczek zawieszony przy drzwiach wydał słodki dźwięk. Wzrokiem zaczęłam szukać wolnego stolika i znalazłam jeden w kącie przy samym oknie. Zamówiając capuccino i  ciastko wyciagnęłam kilka zeszytów i książek żeby chodź troche przyswoić to co było na dzisiejszych lekcjach.
Zapatrzona w strony książek, kilka minut później usłyszałam szmer osoby która własnie podeszła do mojego stolika. Myślałam, że to kolnerka przyniosła moje zamówienie jednak kiedy podniosłam głowę i zobaczyłam Krystal. Twarz zlała mi się rumieńcem.
"Cześć. Czy mogę się dosiąść?" zapytała a w ręku trzymała małego słodkiego misia.
"Tak, Oczywiście...." zabrałam wszystkie ksiązki ze stolika i nadal nie mogłam uwieżyć w końcu będe miała okazje z nią porozmawiać.
"Jeżeli czegoś nie rozumiesz chętnie ci wytłumaczę" uśmiechnęła się "kiedy ja się tu przeniosłam też kilka miesięcy czułam się nieswojo, ale potem wszystko nabrało rutynowego rytmu, odnajdziesz się, zobaczysz" była naprawdę miła, miała taki spokojny głos.
"dziękuje, w przyszłości na pewno skorzystam z twojej pomocy" odwzajemniałm uśmiech. starałam się z nią naturalnie rozmawiać, ale jednak coś mnie blokowało.
Mimo to, po kilku minutach zaczęłyśmy rozmawiać jakbyśmy się znały bardzo długo. Mam nadzieję, że to poprowadzi nas do silnej więzi.........