Podążając wzrokiem za Jane, która kierowała się w stronę łazienek, mogłam stwierdzić, że kolejna awantura się zbliża. Za każdym razem, kiedy przybierała wyraz twarzy wściekłego kota, oznaczało to, że musi załatwić swoje sprawy, niekiedy w sposób zbyt agresywny. Zazwyczaj trzymałam się na uboczu od takich scen, jednak tym razem miałam przeczucie, że muszę zobaczyć, co się dzieje. Tak, więc odłożyłam książki do szafki i ruszyłam za nią i jej wierną, lecz niezwykle przygłupią świtą. Już po kilkunastu sekundach, odkąd Jane weszła do damskiej toalety, wszystkie dziewczyny wybiegły stamtąd w pośpiechu, nie chcąc się narazić naszej strasznej królowie szkoły, zostawiając w środku stado wygłodniałych wilków i jedną małą owieczkę. Z początku jej nie rozpoznałam, jednak po chwili zdałam sobie sprawę, że to była JinRi – dziewczyna, którą poznałam wczoraj na lekcji historii i miałam przemiłą pogawędkę po lekcjach w kawiarni. Zdawało się, że żadna z nich mnie nie zauważyła, a za mną gromadziła się spora liczba uczniów, chcących zobaczyć całe zajście.
Szyderczy uśmiech i jadowity głos Jane dawał
do zrozumienia, że nie polubiła ona JinRi, a incydent z ławką pogorszył jeszcze
relacje między nimi. Bluzgi i śmiechy unosiły się w powietrzu uniżając godności,
JinRi jak i każdego Azjaty w tej szkole, gdyż powszechnie wiadomo było, że
uczęszczało do niej kilku Koreańczyków oraz Chińczyków, a Jane wyśmiewała się z
jasnej cery JinRi oraz jej ‘skośnych’ oczu. W końcu doszło do momentu, w którym
Jane podniosła rękę z zamiarem uderzenia JinRi, ponieważ ta nie reagowała na
jej zaczepki, zaskoczona tym, co się działo dookoła. Pod wpływem chwili
zatrzymałam dłoń Jane w locie i spojrzałam jej prosto w oczy.
- Nie uważasz, że
zaszłaś trochę za daleko?- Usłyszałam własny głos, zszokowana, że postawiłam
się osobie, która miała duże poparcie w szkole.- Próbując ośmieszać ją,
ośmieszasz samą siebie. Aż tak bardzo ci zależy na tym by ludzie bardziej się z
ciebie wyśmiewali? Mówię ci Jane, lepie daj sobie spokój póki masz czas.
Czułam oczy
wszystkich na sobie i zdołałam usłyszeć szemranie dotyczące mojej osoby. Serce próbowało wyrwać mi się z piersi i miałam wrażenie, że każdy słyszał jego bicie. Czułam się niezręcznie, jednak wiedziałam, że dobrze zrobiłam i mogłam być dumna z pomocy koleżance, jednak nie spodziewałam się dalszego obrotu spraw. Jedna z przyjaciółek Jane odepchnęła mnie na bok, ale nim cokolwiek zdołała zrobić w środek zamieszania wszedł on. Jego dwaj koledzy zajęli się Jane i jej koleżankami, a on podszedł do mnie i jakby nigdy nic spytał się, czy nic mi nie jest. Jak gdyby nigdy nic kiwnęłam głową i posłałam w jego stronę koleżeński uśmiech, kiedy... Uspokój się. Krystal, uspokój się! Nie daj po sobie poznać jak zdenerwowana jesteś!
Byłam pewna, że pytał tylko z grzeczności, ponieważ mimo, że byłam całkiem znana w szkolnych murach, to jednak nigdy nie miałam okazji z nim porozmawiać. Prosta dziewczyna jak ja, skupiająca się na nauce, która nie chodzi na żadne z imprez, na których on bywa, nie ma szans być zapamiętaną przez taką znakomitość jak Oh SeHoon. Zapewne znał mnie jedynie z widzenia jako, że mieliśmy razem lekcje chemii, a później angielski. Zresztą po co ja się w ogóle przejmowałam; byłam dla niego nikim.
Kątem oka zauważyłam mordercze spojrzenie Jane, więc wolałam wyślizgnąć się z jej pola widzenia. Idąc w stronę klasy, gdzie miałam następną lekcje zauważyłam, że za rękę trzymam JinRi, patrzącą na moją dłoń wokół jej nadgarstka. Speszona, poluzowałam uścisk i poczułam się nieco winna widząc czerwone pręgi na jej mlecznej skórze. Przygryzłam dolną wargę w zamyśleniu i zdołałam wybełkotać przeprosiny, które zawsze ciężko przechodziły mi przez gardło. Nie byłam świadoma tego, że ciągnęłam ją ze sobą przez cały czas, a teraz poczułam się głupio zostawiając JinRi na pastwę losu korytarzowych labiryntów, jednak zrobiłam przed nią z siebie idiotkę i nie miałam ochoty pogrążać się w upokorzeniu.
Kiedy odwróciłam się do niej plecami i zaczęłam iść w swoją stronę, ta mnie zatrzymała. Spoglądając jej prosto w twarz zauważyłam szeroki uśmiech ozdobiony pełnymi ustami oraz te radosne oczy. Tym razem to ona złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą. Do tej pory nie wiem jak ona znalazła drogę, ale po krótkiej chwili znalazłyśmy się za murami szkoły i biegłyśmy w dół ulicy jak najdalej od wszystkiego, co miało miejsce jeszcze kwadrans temu. Chłodny wiatr owiewał nam twarze, sprawiając, że zmęczenie nie spływało na nas podczas biegu, a wręcz przeciwnie, rześkość rozjaśniła mój umysł i poczułam się jak wolny ptak, który opuścił właśnie gniazdo. Nawet troska o zerwanie się z zajęć odeszła precz i pozostała sama radość.
Pewne, że jesteśmy daleko od ponurego budynku zaczęłyśmy rozglądać się po betonowej dżungli, próbując rozpoznać okolicę, w której się znalazłyśmy.
- Skoro i tak uciekłyśmy, to może oprowadzisz mnie po Nowym Yorku? Nie znam tutaj za wielu miejsc.
Brakło mi tchu, więc zdołałam jedynie kiwnąć głową w odpowiedzi. Nie potrafiłam dociec, co się stało, że złamałam tyle zasad, które sobie określiłam i przestrzegałam od małego ale wiedziałam, że doznam czegoś nowego i może to pomoże odpowiedzieć mi na dręcząc mnie pytania.
Byłam pewna, że pytał tylko z grzeczności, ponieważ mimo, że byłam całkiem znana w szkolnych murach, to jednak nigdy nie miałam okazji z nim porozmawiać. Prosta dziewczyna jak ja, skupiająca się na nauce, która nie chodzi na żadne z imprez, na których on bywa, nie ma szans być zapamiętaną przez taką znakomitość jak Oh SeHoon. Zapewne znał mnie jedynie z widzenia jako, że mieliśmy razem lekcje chemii, a później angielski. Zresztą po co ja się w ogóle przejmowałam; byłam dla niego nikim.
Kątem oka zauważyłam mordercze spojrzenie Jane, więc wolałam wyślizgnąć się z jej pola widzenia. Idąc w stronę klasy, gdzie miałam następną lekcje zauważyłam, że za rękę trzymam JinRi, patrzącą na moją dłoń wokół jej nadgarstka. Speszona, poluzowałam uścisk i poczułam się nieco winna widząc czerwone pręgi na jej mlecznej skórze. Przygryzłam dolną wargę w zamyśleniu i zdołałam wybełkotać przeprosiny, które zawsze ciężko przechodziły mi przez gardło. Nie byłam świadoma tego, że ciągnęłam ją ze sobą przez cały czas, a teraz poczułam się głupio zostawiając JinRi na pastwę losu korytarzowych labiryntów, jednak zrobiłam przed nią z siebie idiotkę i nie miałam ochoty pogrążać się w upokorzeniu.
Kiedy odwróciłam się do niej plecami i zaczęłam iść w swoją stronę, ta mnie zatrzymała. Spoglądając jej prosto w twarz zauważyłam szeroki uśmiech ozdobiony pełnymi ustami oraz te radosne oczy. Tym razem to ona złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą. Do tej pory nie wiem jak ona znalazła drogę, ale po krótkiej chwili znalazłyśmy się za murami szkoły i biegłyśmy w dół ulicy jak najdalej od wszystkiego, co miało miejsce jeszcze kwadrans temu. Chłodny wiatr owiewał nam twarze, sprawiając, że zmęczenie nie spływało na nas podczas biegu, a wręcz przeciwnie, rześkość rozjaśniła mój umysł i poczułam się jak wolny ptak, który opuścił właśnie gniazdo. Nawet troska o zerwanie się z zajęć odeszła precz i pozostała sama radość.
Pewne, że jesteśmy daleko od ponurego budynku zaczęłyśmy rozglądać się po betonowej dżungli, próbując rozpoznać okolicę, w której się znalazłyśmy.
- Skoro i tak uciekłyśmy, to może oprowadzisz mnie po Nowym Yorku? Nie znam tutaj za wielu miejsc.
Brakło mi tchu, więc zdołałam jedynie kiwnąć głową w odpowiedzi. Nie potrafiłam dociec, co się stało, że złamałam tyle zasad, które sobie określiłam i przestrzegałam od małego ale wiedziałam, że doznam czegoś nowego i może to pomoże odpowiedzieć mi na dręcząc mnie pytania.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz